Mobile menu

Pages in topic:   [1 2] >
Gówniane ISO do kwadratu...
Thread poster: Grzegorz Gryc

Grzegorz Gryc  Identity Verified
Local time: 04:18
French to Polish
+ ...
Feb 2, 2009

Hej

Jak wiadomo, chwytliwy tytuł to połowa sukcesu newsa

A historia jest taka.

Było sobie duże biuro X z ISO coś tam, które mi ze dwa tygodnie temu próbowało zlecić prawie 30 stron FR-PL ciężkiego technicznego, okołobudowlanego tekstu pisanego mocno potocznym językiem, ale nie przyjąłem, bo po prostu nie miałem czasu, więc mnie zarezerwowało na korektę, ale jakoś przymilkło, bo okazało się, że z braku chętnych musiało to podzlecić innemu dużemu biuru z ISO, nazwijmy je Y, więc korekta nie była potrzebna, skoro ISO.
Dostałem tylko później od X prośbę o wyrywkowe sprawdzenie jakości tego, co wypluło Y z ISO i tu zaczęła się jazda.

Czegoś takiegu chyba w życiu nie widzialem, prawie w każdym zdaniu błąd kładący lub dwa.
W stylu manutention jako konserwacja w tytule rozdziału w sytuacji, gdy pod spodem jak byk stoi rysunek z jakąś zawieszoną częścią i cały rozdział jest uparcie o przenoszeniu i ustawianiu części instalacji.
Albo Encombrement des sections avec palonnier jako Zapełnienie przekrojów belką (zrób to proszę, zrób...) zamiast wymiary całkowite czy gabaryty czegoś tam.
Albo triple décamètre métallique jako potrójny metalowy dekametr, gdy wystarczy wrzucić w gugla, żeby zobaczyć, jak to wygląda.
Wrzućcie

No więc biuro X z ISO złożyło pędem w biurze Y z ISO reklamację, ale błyskawicznie się zdecydowało, że nie będzie jednak polegać na ISO w wydaniu Y i dostałem toto do korekty.
Powiem szczerze, bardzo cierpiałem, ale nie o to chodzi.

Biuro Y z ISO ma na stronach jakieś baśnie o wielopoziomowym sprawdzaniu i zapewnieniu jakości.
No to ja się kurna pytam, jakim cudem można zgodnie z ISO zarekrutować 3 lub więcej radosnych debili?
Albo to całe ISO to po prostu marketingowe pieprzenie made by Y.
Bo jak wiadomo, wyprodukowanie kilku worków procedur dla audytora ISO to tylko kwestia odrobiny cierpliwości, wszyscy audytorzy ISO, którch widziałem to były nieprawdopodobne matoły, które każde gówno przełkną, byle było w punktach.

A morał?
Wygląda na to, że zapewnienie jakości na językach innych niż difolt to jakaś science fiction.
PM nie wie, co zleca, PM nie wie, co dostaje.
Więc wygląda na to, że można pisać cokolwiek, włącznie z przeklejaniem z Google Translate, bo korektor zrobi to samo i nie będzie miał uwag
Może tylko pozamienia "żeby" na "aby", coby było widać, że się przyłożył.

A na koniec anegdotka w ten deseń.

Dawno, dawno temu Lomac (dziś proudly SDL) mi wrzepił bardzo późnym piątkowym popołudniem jakiś "portugalski certyfikat, chyba techniczny", który się okazał świadectwem chrztu i bierzmowania gościa z Brazylii, który chciał ożenić się z Polką.

I to byłoby na tyle, miłego GTranslate

Zdrówkot
GG


Direct link Reply with quote
 

Pawel Bartoszewicz  Identity Verified
Local time: 04:18
English to Polish
+ ...
ISO nie gwarantuje jakości Feb 2, 2009

W przypadku krótkich terminów i długich tekstów gruntowna weryfikacja w BT niestety nie jest możliwa, nawet jak się ma ISO i inne takie. Często nie ma czasu nawet na pobieżne sprawdzenie. Zlecając długie teksty w bardzo krótkich terminach do renomowanego biura z ISO nie liczę na tłumaczenia doskonałe, bo to po prostu nierealistyczne. Chociaż poniżej pewnego poziomu wyprodukowanego tłumaczenia z sukcesem negocjuję upusty, i to znaczne. Co nie oznacza, że tłumaczenia robione w normalniejszych terminach powinny być dobre (i tak się też zdarza).

Direct link Reply with quote
 

Grzegorz Gryc  Identity Verified
Local time: 04:18
French to Polish
+ ...
TOPIC STARTER
Teoria a praktyka... Feb 2, 2009

Pawel Bartoszewicz wrote:

W przypadku krótkich terminów i długich tekstów gruntowna weryfikacja w BT niestety nie jest możliwa, nawet jak się ma ISO i inne takie. Często nie ma czasu nawet na pobieżne sprawdzenie.

Tylko to jest naruszenie procedur
Z powodów, jak to menydżment mówi, biznesowych.
A jeśli procedury traktuje się wybiórczo lub nagina, skoro jest tak wygodne lub nie da się inaczej, to doktrynalnie nie widzę tu różnicy między biurem tłumaczeń a np. produkcją żywności zgodnie z wymogami HACCP.
Jak trzeba oszczędzić na prądzie, to się wyłącza chłodnię i nie ma sprawy, bo się to mięso potem po tygodniu znowu zamrozi, tak?

Gdyby biura tłumaczeń z takim ISO zajmowały się też chłodniami, pewnie wszyscy byśmy pozdychali na salmonellę czy podobne.

Zlecając długie teksty w bardzo krótkich terminach do renomowanego biura z ISO nie liczę na tłumaczenia doskonałe, bo to po prostu nierealistyczne.

Jak wiadomo, tłumaczenie doskonałe można łatwo uzyskać dysponując nieograniczoną iloscią pieniędzy i czasu

Chociaż poniżej pewnego poziomu wyprodukowanego tłumaczenia z sukcesem negocjuję upusty, i to znaczne.

Podejrzewam, że w tym przypadku ten opust powinien być bliski 100%...

Co nie oznacza, że tłumaczenia robione w normalniejszych terminach powinny być dobre (i tak się też zdarza).

Jak mówiłem, ostatecznie termin wyszedł rzędu dwa tygodnie.
To można było zrobić porządniej.

Zdrówkot
GG

[Edited at 2009-02-02 13:18 GMT]


Direct link Reply with quote
 

Letra  Identity Verified
Poland
Local time: 04:18
Member (2009)
English to Polish
Z mojego doświadczenia wynika... Feb 2, 2009

... że najczęściej firmy starają się o ISO, żeby mieć lepszy start w przetargach unijnych. Nie wiem, czy przypadkiem nie jest to już warunkiem udziału. A samo wprowadzanie ISO niewiele ma wspólnego z jakością tłumaczeń - rzeczywiście chodzi tylko o usystematyzowany zbiór procedur i obiegu dokumentów. Do tłumaczeń nikt nie zagląda. Zresztą jak już się to ISO dostanie, to wszystko wraca do wcześniejszego stanu, bo roboty jest tyle, że na grzebanie się w papierach nikt nie ma czasu ani chęci. Tyle z autopsji.

Direct link Reply with quote
 

Malgorzata Kozarzewska
Local time: 04:18
English to Polish
+ ...
Niekiedy zleceniobiorca za bardzo "szanuje" zleceniodawcę. Feb 2, 2009

Często klient pytając o ofertę jeszcze nie usłyszy odpowiedzi, a już ma przygotowane pytanie: "Dlaczego tak długo i tak drogo?" Zleceniobiorca, chcąc za wszelką cenę zadowolić klienta, często idzie na ustępstwa, na które w żadnym wypadku nie powinien iść. Niekiedy jest to brak doświadczenia, a niekiedy wyobraźni obu stron.
Długie fachowe teksty wymagają czasu i nakładu ludzkiej pracy. Szczególnie teksty techniczne, gdzie niezrozumienie i w wyniku niezrozumienia nieprawidłowa obsługa mogą doprowadzić do szkód i/lub nieszczęścia. Pewnych rzeczy po prostu nie da zrobić się szybko.


Direct link Reply with quote
 

Michał Szcześniewski  Identity Verified
Poland
Local time: 04:18
English to Polish
+ ...
zdrowy rozsądek Feb 2, 2009

Wszystko sprowadza się do braku zdrowego rozsądku. Biuro zleca tekst osobie najwyraźniej z tematyką niezwiązanej, a osoba taka przyjmuje tekst, którego nie rozumie.

Procedury ISO nie mają sensu, gdy nie towarzyszy im zdrowy rozsądek. Pliki do tłumaczenia z pewnością miały format określony w ISO. Tłumacz z pewnością dostał arkusz z instrukcją wykonania zlecenia. Odesłał w terminie. Biuro nr 2 odesłało tekst do biura nr 1 w terminie. I tutaj się ISO kończy. Zabrakło, jak to często bywa, zdrowego rozsądku.


Direct link Reply with quote
 

Tomasz Sieniuć  Identity Verified
Poland
Local time: 04:18
Member (2005)
German to Polish
+ ...
ISO i tłumaczenia Feb 2, 2009

Jeśli się nie mylę, to ISO nie ma nic wspólnego z jakością tłumaczenia. Nie ma znaczenia, czy masz biuro tłumaczeń, czy dajmy na to hurtownię materiałów wybuchowych. Dopiero w normie PN-EN 15038:2006 określono wymagania dotyczące jakości tłumaczenia.

T.


Direct link Reply with quote
 

Lenard Zwick  Identity Verified
Poland
Local time: 04:18
Polish to Hungarian
+ ...
Gdzie ISO a gdzie jakość... Feb 2, 2009

Jeśli ktoś ma choć blade pojęcie o ISO i tym podobne zaklęcia, to wie, że nawet audytowane i certyfikowane po stokroć nie gwarantują one nic...
Są to tylko narzędzia, z którymi można się posługiwać lub nie, a jak w przypadku każdego narzędzia, do prawidłowego stosowania potrzebna bywa również wiedza fachowa.
Tak samo, jak od tego, że ktoś kupi sobie stół operacyjny i różne inne narzędzia "inkwizycji", jeszcze nie stanie się chirurgiem, tak samo firma, wprowadzając system jakości, od samego wprowadzenia ani tyci nie będzie lepiej pracować, do tego kupione za bajońskie sumy narzędzie należałoby stosować - no i do tego wypadałoby się na tym znać.
A w tym żadna zewnętrzna firma, żaden audyt ani żadna certyfikacja nie pomoże.
Procedury, od tego, że zostaną opisane w opasłych tomach, jeszcze pozostaną tak samo bzdurne albo g... warte, jakie były, a jak czegoś się nie robiło, to od samego wprowadzenia ISO i innych takich robić się nie będzie.
Dopiero umiejętne korzystanie z systemu, z analizą efektywności i jakości, a na tej podstawie "wykombinowane" i wprowadzone zmiany mogą, ale wcale nie muszą sytuację poprawić...
Ale jak się poprzestanie na świętowaniu wprowadzenia, opublikowania wszędzie, nawet na s...taśmie certyfikatu, to poza wywaleniem ogromnej kasy - pewnie nie własnej - w błoto, a może i przeogromnego samozadowolenia nic się nie osiągnęło.
I to wszystko jedno, czy czy chodzi o branżę tłumaczeniową, o smażeniu frytek, czy o produkcji promów kosmicznych...
Pozdrówka,
Lenard Zwick



[Módosítva: 2009-02-03 09:55 GMT]


Direct link Reply with quote
 

Grzegorz Gryc  Identity Verified
Local time: 04:18
French to Polish
+ ...
TOPIC STARTER
Rozkład Gaussa... Feb 2, 2009

Michał Szcześniewski wrote:

Wszystko sprowadza się do braku zdrowego rozsądku. Biuro zleca tekst osobie najwyraźniej z tematyką niezwiązanej, a osoba taka przyjmuje tekst, którego nie rozumie.

Który potem sprawdza dwóch korektorów (yep, dwóch...), z których każdy też nie rozumie, co czyta, bo nie alarmuje.
Plus jeszcze powinien zerknąć przynajmniej mimochodem PM, ale on też nie rozumie ani dudu...

Dla mnie takim kryterium zdrowego rozsądku jest zrozumienie tekstu, który wypluwam.
Jeśli rozumiem, co jest napisane i ogólnie potrafię uzasadnić dlaczego, to tekst może nie jest piękny, nie jest bezbłędny, ale nie jest debilny tzn. nie ma poważnego błędu praktycznie w każdym zdaniu.

A ten tekst był naprawdę tego typu.

I tu dochodzimy do clou sprawy.
Jeśli optymistycznie przyjąć, że rozkład statystyczny populacji tłumaczy jest podobny do standardowego rozkładu normalnego Gaussa to mniej więcej 10% tej populacji ma naprawdę ciężkie problemy z kapowaniem.
Jeśli przyjąć z uproszczeniem, że taki ktoś zawsze produkuje debilne teksty, to prawdopodobieństwo, że do tej kategorii należy jednocześnie tłumacz, dwaj korektorzy i PM wynosi 0,0001.

Jeden do dziesięciu tysięcy.
Co oznacza jedną drastyczną reklamację rocznie w średniej wielkości biurze tłumaczeń.
Trochę mi się nie che wierzyć tzn. albo mój model jest zbyt prostacki (no, jest, bo nie uwzględnia np. kaca), albo ciężkie problemy z kapowaniem ma około 20-25% populacji, co by dawało odpowiednio 0,0016 i 0,0039, co chyba jest bardziej realistyczne...

Procedury ISO nie mają sensu, gdy nie towarzyszy im zdrowy rozsądek. Pliki do tłumaczenia z pewnością miały format określony w ISO. Tłumacz z pewnością dostał arkusz z instrukcją wykonania zlecenia. Odesłał w terminie. Biuro nr 2 odesłało tekst do biura nr 1 w terminie. I tutaj się ISO kończy. Zabrakło, jak to często bywa, zdrowego rozsądku.


To ja właśnie o tym mówię
Tylko że konsekwencje są raczej dołujące...

Zdrówkot
GG

[Edited at 2009-02-02 20:46 GMT]


Direct link Reply with quote
 

PAS  Identity Verified
Local time: 04:18
English to Polish
+ ...
Ciężko Feb 3, 2009

Grzegorz Gryc wrote:
o ciężkie problemy z kapowaniem ma około 20-25% populacji [...][/quote]

Nie wiem, czy to jest wiarygodny link:

http://www.ithink.pl/artykuly/biznes/nauka/analfabetyzm-wtorny-kula-u-nogi-polskiego-spoleczenstwa/

ale chodzi o problem wtórnego anafabetyzmu w ogóle.
Oczywiście w niektórych grupach zawodowych problem nie powinien występować, ale...

P.


Direct link Reply with quote
 

Tomasz Sieniuć  Identity Verified
Poland
Local time: 04:18
Member (2005)
German to Polish
+ ...
Jeszcze raz Gauss Feb 3, 2009

Grzegorz Gryc wrote:
o ciężkie problemy z kapowaniem ma około 20-25% populacji [...]
[/quote]

Zgodnie z krzywą Gaussa ok. 68% tłumaczy udaje, że rozumie co czyta (wartość oczekiwana plus/minus odchylenie standardowe), a 16% to analfabeci. Reszta to elita.

PAS wrote:
Oczywiście w niektórych grupach zawodowych problem nie powinien występować, ale...


Nie sądzę, aby wśród tłumaczy odsetek "niekumatych" miałby być niższy. W końcu tłumaczem może zostać prawie każdy, kto umie czytać i pisać, a przy okazji nauczył się jakiegoś języka obcego. Robiłem ostatnio weryfikację tekstu zawodowego tłumacza, tekst był instrukcją montażu regału sklepowego (z obrazkami, więc nie do przeoczenia). W tekście użyto słowa "display", co tłumacz uparcie tłumaczył jako "wyświetlacz". Innym razem ktoś przetłumaczył "Benutzeroberfläche" jako "powierzchnia użytkownika".

Wniosek z tego taki, że statystycznie biorąc co najmniej 80% tłumaczy nie powinno wykonywać tego zawodu.

T.


Direct link Reply with quote
 

Lenard Zwick  Identity Verified
Poland
Local time: 04:18
Polish to Hungarian
+ ...
ISO i rachunek prawdopodobieństwa Feb 3, 2009

[quote]Grzegorz Gryc wrote:

Michał Szcześniewski wrote:

Procedury ISO nie mają sensu, gdy nie towarzyszy im zdrowy rozsądek. Pliki do tłumaczenia z pewnością miały format określony w ISO. Tłumacz z pewnością dostał arkusz z instrukcją wykonania zlecenia. Odesłał w terminie. Biuro nr 2 odesłało tekst do biura nr 1 w terminie. I tutaj się ISO kończy. Zabrakło, jak to często bywa, zdrowego rozsądku.


To ja właśnie o tym mówię
Tylko że konsekwencje są raczej dołujące...

Zdrówkot
GG

[Edited at 2009-02-02 20:46 GMT]

Błąd...
ISO nie określa żadnego formatu pliku do tłumaczenia, ani nie przesądza o istnieniu, a tym bardziej o przekazaniu tłumaczowi arkusza z instrukcjami, ani o odesłaniach w terminie...
ISO się tu nie kończy, bo nawet się nie zaczął...
Te procedury, o których mówicie, trzeba stworzyć, niezależnie od ISO. W jednej firmie stworzą takie, w drugiej inne, a w trzeciej żadne - a od tego jeszcze w każdej spokojnie może być ISO...
ISO daje tylko pewne, w określony sposób przygotowane ramy sformalizowanego ewidencjonowania, analizy i udoskonalenia procedur, ale samo wprowadzenie czy posiadanie systemu ISO wcale nie przesądza o tym, czy jakaś procedura w ogóle istnieje, a nawet jeśli tak, to czy jest ona sensownie sformułowana i zapewnia osiągnięcie jakiegokolwiek celu.
A więc zakładanie, że posiadanie przez firmę ISO oznacza przygotowanie plików do tłumaczenia, instrukcji, glosariuszy, korektę jakąkolwiek i różne inne "procedury", z założenia jest błędne.
Tak samo, jak posiadanie młotka w szufladzie wcale nie przesądza o tym, że gwóźdź w ścianę będzie wbita tym młotkiem, a nie zszywaczem albo butem kolegi...
Więc powyższy rachunek prawdopodobieństwa należy gruntownie przebudować...
Pozdrówka,
Lenard


Direct link Reply with quote
 

Grzegorz Gryc  Identity Verified
Local time: 04:18
French to Polish
+ ...
TOPIC STARTER
Znowu statystyki... Feb 3, 2009

PAS wrote:

Grzegorz Gryc wrote:
o ciężkie problemy z kapowaniem ma około 20-25% populacji
uote]

Nie wiem, czy to jest wiarygodny link:

http://www.ithink.pl/artykuly/biznes/nauka/analfabetyzm-wtorny-kula-u-nogi-polskiego-spoleczenstwa/

ale chodzi o problem wtórnego anafabetyzmu w ogóle.[/quote]
Dawno, dawno temu, w schyłkowym komunizmie doszły do mnie dane o poborowych.
Chodziło z grubsza o to, że wojsko miało problem, bo przy sprawach dyscyplinarnych goście się tłumaczyli, że nie wiedzieli, czegoś tam nie czytali, a podpisali, bo kazali.
No i wtedy kazali im to czytać na głos, żeby się nie mogli głupio tłumaczyć, a przy okazji zaczęli się pytać, co to znaczy, co właśnie przeczytali.
Nawet dla trepów rezultaty były zastraszające, więc zrobili z tego jakieś badania.
I wyszło, że jakieś 45% populacji męskiej branej w kamasze (z wyłączeniem podchorążych tj. ludzi z wykształceniem wyższym) już praktycznie ledwo po zakończeniu szkoły, głównie typu zawodówa, miała bardzo poważne problemy sprowadzające się de facto do wtórnego analfabetyzmu.
Nie pamiętam źródła danych, tym bardziej że były to dane mocno wstydliwe dla najlepszego systemu pod słońcem.

Oczywiście w niektórych grupach zawodowych problem nie powinien występować, ale...

Zapewniam Cię, że występuje... może nie w 45%, ale...

Zdrówkot
GG


Direct link Reply with quote
 

Grzegorz Gryc  Identity Verified
Local time: 04:18
French to Polish
+ ...
TOPIC STARTER
ISO i rachunek prawdopodobieństwa (2) Feb 3, 2009

Lenard Zwick wrote:

Grzegorz Gryc wrote:

Michał Szcześniewski wrote:

Procedury ISO nie mają sensu, gdy nie towarzyszy im zdrowy rozsądek. Pliki do tłumaczenia z pewnością miały format określony w ISO. Tłumacz z pewnością dostał arkusz z instrukcją wykonania zlecenia. Odesłał w terminie. Biuro nr 2 odesłało tekst do biura nr 1 w terminie. I tutaj się ISO kończy. Zabrakło, jak to często bywa, zdrowego rozsądku.

To ja właśnie o tym mówię
Tylko że konsekwencje są raczej dołujące...


Błąd...
ISO nie określa żadnego formatu pliku do tłumaczenia, ani nie przesądza o istnieniu, a tym bardziej o przekazaniu tłumaczowi arkusza z instrukcjami, ani o odesłaniach w terminie...
ISO się tu nie kończy, bo nawet się nie zaczął...
Te procedury, o których mówicie, trzeba stworzyć, niezależnie od ISO. W jednej firmie stworzą takie, w drugiej inne, a w trzeciej żadne - a od tego jeszcze w każdej spokojnie może być ISO...

Mówię o firmach, które mają sformalizowane, zgodne z ISO i certyfikowane, a do tego działające procedury dotyczące tłumaczeń i korekt, wymagające logów i opisów zmian, do tego chyba automatycznie generowanymi alertami po przekroczeniu pewnych wartości w logach itepe.
Przynajmniej firma X, firmę Y znam mniej, ale się dowiedziałem na boku, że mają tak samo i przeszło naprawdę całą ścieżkę, czyli moje założone prawdopodobieństwo 0,0001 w normalnej sytuacji powinno wystarczyć, ale jak widać...

ISO daje tylko pewne, w określony sposób przygotowane ramy sformalizowanego ewidencjonowania, analizy i udoskonalenia procedur, ale samo wprowadzenie czy posiadanie systemu ISO wcale nie przesądza o tym, czy jakaś procedura w ogóle istnieje, a nawet jeśli tak, to czy jest ona sensownie sformułowana i zapewnia osiągnięcie jakiegokolwiek celu.

Akurat do tej pory od obu firm dostawałem całkiem sensownie przygotowane i opisane projekty, a potem uwagi do tłumaczenia czy pytania od korektora, więc te procedury przy swojej koszmarnej upierdliwości ogólnie działają, tym większy był mój szok, że na wyjściu można wypluć coś takiego...

Więc moje pytanie dotyczyło głównie tego, czy te procedury są stosowane absolutnie zawsze, a jeśli tak, to jakim cudem mogło to dać takie rezultaty i tu nie ma siły, przechodzimy do czynnika ludzkiego.
Tj. zarówno tłumaczy zewnętrznych jak i personelu.

Jeszcze raz podkreślam, że sprawa dotyczy pary innej niż EN-PL tj. par, w których zasoby nie są... ehm... prawie nieograniczone w porównaniu do CA, HU, EE czy FI...
Tzn. populacja może być na tyle mała, że nie jest rozkład nie jest statystycznie normalny.

A więc zakładanie, że posiadanie przez firmę ISO oznacza przygotowanie plików do tłumaczenia, instrukcji, glosariuszy, korektę jakąkolwiek i różne inne "procedury", z założenia jest błędne.

Tu jednakże IMHO prawdziwe.

Tak samo, jak posiadanie młotka w szufladzie wcale nie przesądza o tym, że gwóźdź w ścianę będzie wbita tym młotkiem, a nie zszywaczem albo butem kolegi...
Więc powyższy rachunek prawdopodobieństwa należy gruntownie przebudować...

Ehm...
Zmiany na pewno są konieczne np. jeśli chodzi o zmienność, bo założenie, że istnieją osoby, które zawsze pieprzą i mimo to zostają w zawodzie jest chore, ale wartości wyglądają na w miarę poprawne...

Zdrówkot
GG

[Edited at 2009-02-03 11:30 GMT]


Direct link Reply with quote
 

Jabberwock  Identity Verified
Poland
Local time: 04:18
Member (2004)
English to Polish
Kryteria jakości tłumaczeń technicznych Feb 3, 2009

Statystyka wyszła nieco skrzywiona, gdyż założenia były błędne. Kluczowe są tu zdania:



Dla mnie takim kryterium zdrowego rozsądku jest zrozumienie tekstu, który wypluwam.
Jeśli rozumiem, co jest napisane i ogólnie potrafię uzasadnić dlaczego, to tekst może nie jest piękny, nie jest bezbłędny, ale nie jest debilny tzn. nie ma poważnego błędu praktycznie w każdym zdaniu.



Najciekawsze byłyby badania, które zestawiłyby stopień zrozumienia tekstu technicznego z jego percepcją przez badanego. Obawiam się bowiem, że wiele osób czyta teksty techniczne z głębokim przekonaniem, że rozumieją je bez żadnych problemów... Niestety, rzeczywistość wygląda zgoła inaczej.

Dlaczego zaznaczyłem, że chodzi o teksty techniczne? Ponieważ ocena ich zrozumienia różni się drastycznie w zależności od profilu wykształcenia osoby czytającej (i mówię to z całym przekonaniem jako filolog...). Jest w branży wiele osób, którym wystarczy, że tekst sprawia wrażenie, że ma sens - z obrzydzeniem odrzuciłyby one tekst zawierający kilka literówek czy też poważniejszy błąd gramatyczny, ale ów „potrójny metalowy dekametr” nie robi na nich najmniejszego wrażenia. Przecież mogłoby to coś znaczyć, prawda?

Z jakiegoś powodu przypomniał mi się psikus Sokala...
http://pl.wikipedia.org/wiki/Sokal_hoax

Może to bez związku, a może ze związkiem.


Direct link Reply with quote
 
Pages in topic:   [1 2] >


To report site rules violations or get help, contact a site moderator:

Moderator(s) of this forum
Monika Jakacka Márquez[Call to this topic]

You can also contact site staff by submitting a support request »

Gówniane ISO do kwadratu...

Advanced search






Across v6.3
Translation Toolkit and Sales Potential under One Roof

Apart from features that enable you to translate more efficiently, the new Across Translator Edition v6.3 comprises your crossMarket membership. The new online network for Across users assists you in exploring new sales potential and generating revenue.

More info »
Anycount & Translation Office 3000
Translation Office 3000

Translation Office 3000 is an advanced accounting tool for freelance translators and small agencies. TO3000 easily and seamlessly integrates with the business life of professional freelance translators.

More info »



All of ProZ.com
  • All of ProZ.com
  • Term search
  • Jobs