Mobile menu

Pages in topic:   [1 2 3] >
aaaargh, tlumaczenie nazw wlasnych
Thread poster: Agnieszka Hayward

Agnieszka Hayward
Poland
Local time: 14:26
German to Polish
+ ...
Oct 7, 2003

Kochani! Wrocilam wlasnie z kolejnego dnia WMFF (Warszawskiego Miedzynarodowego Festiwalu Filmowego) i jestem ciut niepocieszona.
Film fajny (Das Wunder von Bern - The miracle of Bern - Cud z Berna), ale tlumaczenie troche mi dalo do myslenia. Nie bede sie rozwodzic nad tlumaczeniem polskim, bo go nie czytalam. W celach poznawczych czytalam angielskie, i musialam byc szybka, bo jakos tak krotko wyswietlaly sie napisy. Ale do rzeczy - wrzucam posta na polskie forum, poniewaz:
a) widzialam ten film w Polsce
b) bardzo lubie polskie fora
c) zalezy mi na Waszej opinii.

Podam tylko jeden przyklad na temat i drugi - nie na temat.

1. Przyklad na temat - nie rozumiem, czemu 'Sueddeutsche Zeitung' zostalo zmasakrowane na 'Sueddeutsche News'. To bylo bolesne przezycie. Sama prenumerowalam te gazete jeszcze w studenckich czasach, a w tej wersji jej tytul wygladal jakos tak na komicznie znieksztalcony. Czy juz nie lepiej (o ile w ogole tlumaczyc... brrr, tytul gazety nie mial znaczenia dla tresci, nie bylo istotne, ze o poludnie Niemiec chodzi, chyba ze cos przeoczylam) byloby 'South German Daily'.

2. Przyklad nie na temat. Tytul filmu - jak wspomnialam wyzej. Zwazywszy, ze chodzilo o wydarzenie o randze cudu, jakim bylo zdobycie przez Niemcy Pucharu Mistrzostw Swiata w pilce noznej w roku 1954, czy nie uwazacie, ze moznaby potraktowac je nieco bardziej w klimacie niemal religijnym (tak traktuja pilke bohaterowie filmu) i zrobic z tego po polsku 'Cud bernenski'?

Dla wyjasnienia - mam, delikatnie ujmujac, mocno ambiwalentny stosunek do pilki noznej wraz z jej przeleglosciami - kibicami, gadzetami itd, ale ten film doprowadzil mnie do wzruszenia, w duzej mierze na tle tejze gry w nim pokazanej.

Moze nie jest to bardzo rozwojowy temat, sama nazw wlasnych nie tlumacze, chyba ze maja znaczenie dla kontekstu, to podaje w nawiasie znaczenie nazwy. Wiem, ze w napisach filmowych takie wyjasnienia sa niewykonalne. Chodzi mi jednak o wasze doswiadczenia - zarowno jako tlumaczy, jak i odbiorcow (czytelnikow/ sluchaczy/ widzow) tlumaczen.

Na zakonczenie jeszcze jedna uwaga. Czytam obecnie ksiazke 'Unless' amerykansko-kanadyjskiej autorki Carol Shields. Glowna bohaterka, tlumaczka i pisarka, zrzyma sie, gdy autorka tlumaczonej przez nia ksiazki upiera sie, by nazwe wydawnictwa Editions Grandmont koniecznie oddac w angielskim tlumaczeniu ksiazki jako Big Mountain Press. Prawda, ze zupelnie inne brzmienie? Autorka przekladanej ksiazki argumentuje tak: 'This is a translation, dear God, why not give those pretentious French editeurs a nice name from the New World, something with a gasp of oxygen?'. Tlumaczka sie buntuje. Skutecznie.
Zastanowilo mnie jednak, rzecz jasna nie po raz pierwszy, jak daleko siega wladza tlumacza i jak wielka jest nasza odpowiedzialnosc. Tlumaczymy w koncu z zalozenia dla osob wcale nie znajacych jezyka wyjsciowego i nie powinnismy im chyba (sic!) mieszac w glowach.

Pozdrawiam
-Agnieszka-


Direct link Reply with quote
 

Andrzej Mierzejewski  Identity Verified
Poland
Local time: 14:26
Polish to English
+ ...
nazwy własne - zawsze problem Oct 7, 2003

Pracowałem kiedyś w firmie mieszczącej się przy Alei Stanów Zjednoczonych pod numerem XX (cyfry nieistotne) w Warszawie. Firma zafundowała sobie papeterię, na której adres był zapisany następująco: XX, Aleja Stanów Zjednoczonych. Argument "za" był taki: korespondujemy z cudzoziemcami, więc żeby wiedzieli, gdzie się mieścimy. Ośmieliłem się zapytać kierownika administracyjnego, czy pracujemy jeszcze w Warszawie, czy już w Londynie. Poskutkowało. Następna porcja listowników miała nadruk adresu już w polskiej wersji. Na szczęście nikomu nie przyszło do głowy tłumaczyć nazwę ulicy na United States Avenue.

Przeczytałem ostatnio Harrego Pottera, a tam co widzę? Jest Ulica Pokątna, ale obok jest Privet Drive. Zgredek i Irytek występują na zmianę z profesorem Dumbledore i tytułowym Potterem. Choć tłumacz (Polkowski...Henryk? - sorry, nie pamiętam) dość przekonująco wyjaśniał w przypisach powody stosowania takiej mieszaniny językowej, to jednak mam wątpliwości. Wolałbym wszystko w treści po angielsku i dopiero na końcu każdego tomu wyjaśnienie, w czym rzecz.
No to dobraaaaaaanoooooc...


Direct link Reply with quote
 

PAS  Identity Verified
Local time: 14:26
English to Polish
+ ...
Tytuły, podtytuły i adresy Oct 8, 2003

Ale worek... (z kotem, czy raczej całym ich stadem; Agnieszko - bez złośliwości). Oczywiście worek był już wielokrotnie otwierany, ale koty wciąż jakoś do niego włażą.

Pamiętam skądinąd, że tytuł filmu "zawsze" tłumaczy dystrybutor, a tłumacz nie ma tu nic do gadania (Lim0nka to potwierdzi albo zdementuje), więc tutaj zbyt dużo zrobić się nie da. To były inne czasy, ale był kiedyś w kinach film pt. Kowboj Urban.

Tak sobie gdybam, że "Cud berneński" mógłby zostać potraktowany jako nawiedzony film religijny i np. nikt by nie poszedł, albo wszyscy by się spodziewali czegoś innego.

Zdolność ludu amerykańskiego (albo szerzej - anglojęzycznego) do nieprzyjmowania nazw obcych jest znana, więc te Newsy może były ukłonem w ich stronę...

Jak ktoś chce pisać w adresie "24 Haller Square", to ja zawsze pytam - czy jak wysyłasz list do NY, to piszesz "Piąta Aleja", czy może jednak inaczej? Przeważnie skutkuje.
Wyjątkiem jest tłumaczenie, z braku lepszego określenia, literackie - wtedy dopuszczalne jest napisanie "XXX Street", ale na firmówce?
Wydaje mi się, że to jest jakiś nasz kompleks i chęć bycia częścią wielkiego świata. Na innych firmówkach widzę zawsze XXXStrasse, Rue XXX, Calle XXX itp. to u nas ul. Iksińska i koniec.
Wpienia mnie też zawsze, że ja mogę napisać jakąś pokręconą duńską nazwę ze wszystkimi kreseczkami, kropeczkami i kółeczkami, a oni z uporem maniaka piszą Lodz. W czasach Unicode nie ma wymówek!

Nie czytałem Harry Pottera w żadnym języku (swoją drogą ciekawe, jak wygląda tłumaczenie francuskie), ale jednak w niedościgłym Kubusiu P. wszystkie nazwy zostały spolszczone. Swoją drogą, zupełnie nie rozumiem dlaczego w disnejowskich filmach pojawiły się łuzle, hefalumpy i inne potworki (językowe, znaczy się).

Potter to jednak książka dla dzieci, więc ja bym próbował wszystko spolszczyć i na koniec ewentualnie dać jakiś glosariusz, albo co.
Natomiast sam Harry - po polsku jest łatwy do wymówienia, więc pewnie można by sobie darować (i gdzie tu moja konsekwencja?). Poza tym nie wiem kto by kupił książkę pt. "Henio Garncarz i Komnata Tajemnic". W erze Internetu hasło Harry Potter jest uniwersalnie rozpoznawane. No i z tego, co czytałem, tłumacz konsultował się z autorką.

Czy dawanie w książce wyjaśnień do nazwy nie zaburza rytmu czytania? Albo wte, albo wefte, chyba że nazwa jest nieprzetłumaczalną grą słów, to wtedy gwiazdka i przypis na dole. Też zaburza, ale przynajmniej jest powód.

Na koniec, bo może bym się tak zabrał do jakiejś roboty, kiedy czytałem Old Surehanda (OK - przyznaję się - drugi raz, teraz w wakacje!) pamiętam jak byłem mały, to czytając, wymawiałem ksywkę bohatera po polsku: O-l-d S-u-r-e-h-a-n-d. Jakież moje rozczarowanie kiedy się dowiedziałem, że naprawdę powinno być "Old Siurhend". I co? Teraz też czytałem jak 25 lat temu...

Pozdrawiam,
Paweł


Direct link Reply with quote
 

Agnieszka Hayward
Poland
Local time: 14:26
German to Polish
+ ...
TOPIC STARTER
Wiem, Oct 8, 2003

ze tytuly filmow 'tlumacza' dystrybutorzy - wiem to od tejze samej Lim0nki, co Ty. Nie w tym rzecz kto, ale - jak. Dlatego podnioslam ten temat.

Co do tytulu gazety - rozumiem, ze swiat anglojezyczny w pewnej czesci jest, delikatnie mowiac, mocno odporny na przejawy poslugiwania sie jezykami innymi. A jednak strasznie mnie wnerwia tlumaczenie tytulow gazet. No dobrze, uwzielam sie i juz.

Przy okazji plonie sie z powodu grzechu ortograficznego w pierwszym poscie.

Wiem takze, jak juz w pierwszym poscie zaznaczylam, ze temat jest byc moze malo rozwojowy, bo wielokrotnie walkowany. No i chyba niestety - niezaleznie od tego, ile razy go jeszcze wrzuca na tapete tlumacze - i tak pewnie nie zapobiegniemy kuriozom w stylu 'Nimm dwa' - nazwa cukierkow w oryginale brzmi 'Nimm zwei', co jest fajna nazwa bo oznacza 'Wez dwa'. Natomiast polskie tlumaczenie brzmi jak tytul ciagu dalszego filmu o tytule 'Nimm', badz jak nieudolna proba z zakresu 'nazewnictwa dynastycznego' - krol Nimm drugi.

Znowu sie rozpisuje, ale to tak dla higieny psychicznej.


Direct link Reply with quote
 

PAS  Identity Verified
Local time: 14:26
English to Polish
+ ...
Dopóki, dopóty, do d%$# Oct 8, 2003

tygru wrote:

Nie w tym rzecz kto, ale - jak.


Ja to traktuję jako pewnego rodzaju rozrywkę. Jak widzę "Last Action Hero" = "Bohater Ostatniej Akcji", to się uśmiecham i przyznaję sobie punkt (albo piwo, w zależności od humoru).

Co do cukierków - nie wiem czy po niemiecku też, ale po angielsku "take two" ma również swoje idiomatyczne znaczenie, więc tutaj można sobie przyznać dwa punkty - za jeleniowate tłumaczenie raz i za wystrzelenie głębszego znaczenia w kosmos dwa.
Jedziemy dalej.


Direct link Reply with quote
 
pidzej  Identity Verified
Poland
Local time: 14:26
Polish to English
+ ...
właśnie Oct 8, 2003

Andrzej Mierzejewski wrote:

Pracowałem kiedyś w firmie mieszczącej się przy Alei Stanów Zjednoczonych pod numerem XX (cyfry nieistotne) w Warszawie. Firma zafundowała sobie papeterię, na której adres był zapisany następująco: XX, Aleja Stanów Zjednoczonych. Argument "za" był taki: korespondujemy z cudzoziemcami, więc żeby wiedzieli, gdzie się mieścimy. Ośmieliłem się zapytać kierownika administracyjnego, czy pracujemy jeszcze w Warszawie, czy już w Londynie. Poskutkowało. Następna porcja listowników miała nadruk adresu już w polskiej wersji. Na szczęście nikomu nie przyszło do głowy tłumaczyć nazwę ulicy na United States Avenue.


A gdy tak podaje swój adres pocztowy The Warsaw Voice? Anglicy z Kołomyi. Ręce odpadają.


Direct link Reply with quote
 

SATRO  Identity Verified
Poland
Local time: 14:26
German to Polish
+ ...
Należy się cieszyć, Oct 10, 2003

że są jeszcze na świecie ludzie, którzy takich kwiatów nie sadzą (mam nadzieję, że nie robi tego nikt z nas). A co do tego, że takowe jednak się przytrafiają odpowiem przewrotnie: oni sadzą te kwiaty po to, żebyśmy my mieli się z czego pośmiać wzgl. temat do dyskusji.

Potraktujcie to z większym luzem i cieszcie się, że klient nie daje do tłumaczenia wytycznej, że jego siedziba mieści się na Świętopełka Avenue / Strasse / Gasse (albo jeszcze gdzieś dalej od Polski)...

Na koniec jeszcze jedna refleksja:
Słynne "Nimm 2" i "Jacobs Krönung" drażnią mnie niemożebnie od strony fonetycznej. Jak słyszę "nim dwa" albo "jakops kronunk" to mam odlot jak stąd na marsa. Próbowaliście kiedyś pytać w markecie o "peti szabli"? Mina ekspedientki jest zawsze uroszą mieszaniną bezradności i wściekłości (przyszedł taki i się wymądrza). A przecież wystarczy powiedzieć "petit habliz" albo "o to - to obok tego czerwonego "cincina".

I tym optymistycznym akcentem kończąc pozdrawiam uczestników i inicjatorkę dyskusji.

PS. Na "petit habliz" czasem mnie stać, bo pracuję za baaaardzo wygórowane stawki

Stej kul

Stasek

[Edited at 2003-10-10 21:31]


Direct link Reply with quote
 

lim0nka  Identity Verified
United Kingdom
Local time: 13:26
Member (2004)
English to Polish
wyrwana do odpowiedzi Oct 12, 2003

potwierdzam, że tytuły filmów zwykle wymyślają dystrybutorzy i tłumacze rzadko mają coś do powiedzenia (bo np. są już wydrukowane plakaty, a kopii filmu jeszcze nie ma, że o liście dialogowej nie wspomnę).

Co do tego nieszczęsnego "Süddeutsche Zeitung" mogę Cię, Agnieszko, zapewnić, że w wersji polskiej została nazwa oryginalna, a nie jakiś dziwny słowotwór, czy nawet dosłowne tłumaczenie.

Nie będę się zżymać ani rozpisywać, bo pora późna, pracy sporo, a jutro jeszcze wypadałoby wyskoczyć do kina.

Pozdrawiam,
Anetta


Direct link Reply with quote
 

vladex  Identity Verified
Local time: 14:26
Polish
+ ...
lodz, cracow itd. Oct 15, 2003

PAS wrote:

Wpienia mnie też zawsze, że ja mogę napisać jakąś pokręconą duńską nazwę ze wszystkimi kreseczkami, kropeczkami i kółeczkami, a oni z uporem maniaka piszą Lodz. W czasach Unicode nie ma wymówek!

Jest wymówka - wśród największych miast w Poland są Warsaw, Cracow i Lodz...
Z mieszanymi uczuciami obserwuję, jak Krakow wypiera Cracow z języka angielskiego (takiego prawdziwego - z CNN - nie ze słowników, czy podręczników). Z jednej strony, jest to jakiś ukłon ku naszej pisowni tak, jak "angielska" nazwa Breslau została wyparta przez "równie angielską" nazwę Wroclaw. Z drugiej jednak, jest to takie odcinanie od tradycji. Kraków przestaje być mistem o własnej nazwie w angielszczyźnie, a staje się miastem, którego nazwę zapisuje się po miejscowemu, tylko bez diakrytyków (jakby to była jakaś Kozia Wolka). To tak, jakby nagle zaczęli pisac Warszawa, Köln, Wien zamiast Warsaw, Cologne, Vienna. Ja tam wiem, że Lodz nie utrwaliła się jakoś głęboko w kulturze anglosaskiej, jak np. Krakow/Cracow, Warsaw, czy chociażby Danzig/Gdansk i niestosowanie diakrytyków, to kwestia lenistwa/nieświadomości i innych takich (przypuszczam, że oni też poza mapami nie wstawiają diakrytków w tureckim, duńskim i in.), ale sprawa nie jest taka oczywista. I dlatego zawsze tłumaczę New York na Nowy Jork, a gdybym miał taką okazję - Bautzen na Budziszyn...


Direct link Reply with quote
 

vladex  Identity Verified
Local time: 14:26
Polish
+ ...
kronunK (off-topic) Oct 15, 2003

Stanislaw Trojanowicz wrote:
Na koniec jeszcze jedna refleksja:
Słynne "Nimm 2" i "Jacobs Krönung" drażnią mnie niemożebnie od strony fonetycznej. Jak słyszę "nim dwa" albo "jakops kronunk" to mam odlot jak stąd na marsa.

Ja tam niemieckiego ni w ząb (nauczyłem się mówić "Iś szprache dojcz nyśt"), ale słyszałem, że u nich ubezdźwięcznianie jest jeszcze powszechniejsze niż w polskim. Tzn., że o ile Polacy, zwłaszcza ci z młodszym o kilka stuleci stażem (Warszawa i okolice), ubezdźwięczniają na granicy morfemów (czyli najczęściej na końcu wyrazu), o tyle Niemcy na końcu każdej sylaby, więc "kronunk" (nie mówię tu o samogłoskach, zwłaszcza tej pierwszej) z końcówką [k] nie powinno budzić zdziwienia... Chyba, że moje informacje są nieprawdziwe albo dotyczą nieodpowiedniego dialektu...

[Edited at 2003-10-15 12:57]


Direct link Reply with quote
 

SATRO  Identity Verified
Poland
Local time: 14:26
German to Polish
+ ...
Nie o "k" ... Oct 15, 2003

... u nas lektorzy stawiają sobie za punkt honoru powiedzieć "tak jak stoi w tekście". A problem w tym, że zlepek "ng" jest wymawiany prawie jak jedna głoska (a już na pewno nie brzmi jak "k"). W polskim też to jest - np. Kongo, mangan, a w transkrypcji wygląda to jak "ogoniaste n". Ot tyle.

A Niemcy też bez winy nie są bo w reklamach mówią np. "kolgate"

Stasek


Direct link Reply with quote
 

vladex  Identity Verified
Local time: 14:26
Polish
+ ...
ng Oct 15, 2003

Stanislaw Trojanowicz wrote:

A problem w tym, że zlepek "ng" jest wymawiany prawie jak jedna głoska (a już na pewno nie brzmi jak "k"). W polskim też to jest - np. Kongo, mangan, a w transkrypcji wygląda to jak "ogoniaste n". Ot tyle.
Stasek

Czyli głoska nazywana "angmą" - to już rozumiem, skąd oburzenie...
No ale który Polak wypowie "gołą" angmę... W polskim zawsze po niej jest to k lub g (bank, ciąg itp.)
No i w ogóle mało który Polak zdaje sobie sprawę z tego, że taka głoska istnieje...

PS. Może zamiast przykładu "ciąg" powinienem podać np. "ciągnięty", żeby nikt nie podejrzewał, że chodzi o wymowę [_ts_ion_g], bo oczywiście (w izolacji) [g] jest ubezdźwięcznione do [k] i jest tam [_ts_ion_k]. (gdzie [n_] oznacza angmę)

[Edited at 2003-10-16 07:56]


Direct link Reply with quote
 

SATRO  Identity Verified
Poland
Local time: 14:26
German to Polish
+ ...
Ja... Oct 15, 2003

... niestety jestem raczej praktykiem niż teoretykiem, więc ngto dla mnie "ten dziwny zlepek" Mówimy w każdym razie o tym samym

A ... jako "tłumacz o bardzo małym rozumku" zastanawiam się nad związkiem dyskusji o angmie (niezmiernie skadinąd pouczającej) z tematem pierwotnym czyli aaaargh!!

Pozdrawiam Stasek


Direct link Reply with quote
 

PAS  Identity Verified
Local time: 14:26
English to Polish
+ ...
... a nos moutons Oct 16, 2003

vladex wrote:

Jest wymówka - wśród największych miast w Poland są Warsaw, Cracow i Lodz...


OK - Warsaw, Cracow są przyjęte i z tym nie ma problemu. Ale Lodz...? Nie wiem. Oczywiście, zgadzam się - jeśli istnieje odpowiednik w danym języku, to pisanie "w oryginale" zakrawa na bufonadę (London zamiast Londyn), ale, na marginesie, "London, Ontario, Canada" już bym nie napisał "Londyn".

dygresja:
zawsze mnie bawi, jak słyszę w DTV: "Maryush Max Kolonkoh, Nowy Yohk" - po polsku, ale z oh, so correct pronounciation.

Jeśli mam po angielsku napisać "Białystok", "Rzeszów" albo "ul. Świętokrzyska" to zawsze napiszę ze wszystkimi diakrytykami. Zawsze też, jeśli obce miasto nie ma _ogólnie przyjętego_ odpowiednika angielskiego lub polskiego, wpisuję wszystkie diakrytyki (zwłaszcza w odniesieniu do nazw duńskich, z którymi akurat mam dużo do czynienia). Zresztą nazwy miast to jedno, a imiona i nazwiska to drugie. Tego spolszczyć już się nie da.

Wracam do intensywnej hodowli drobiu.

Paul Andrew Skalinsky, Warsaw

[Edited at 2003-10-16 07:13]


Direct link Reply with quote
 

vladex  Identity Verified
Local time: 14:26
Polish
+ ...
chabliz Oct 16, 2003

Stanislaw Trojanowicz wrote:
Próbowaliście kiedyś pytać w markecie o "peti szabli"? Mina ekspedientki jest zawsze uroszą mieszaniną bezradności i wściekłości (przyszedł taki i się wymądrza). A przecież wystarczy powiedzieć "petit habliz"

Ale to też zależy od ogólnej znajomości języka wśród narodu. O ile każdy zrozumie "sewen ap" (chociaż parę lat temu jeden z moich znajomych poprosił w sklepie o "zołp") czy "oryndż [cokolwiek tam]", a także (jeszcze) odcyfruje "sowieckoje igristoje", o tyle trochę mniej osób (np. Twoja pani ze stoiska alkoholowego) skojarzy "szato [...]". Z niemieckim czy włoskim jest prościej, bo ich pisownia nie sprawia aż takich "niespodzianek" (chociaż w pizzeriach zastanawiam się, czy silić się na wymowę włoskopodobną (np. "sc"="sk lub sz"), czy lepiej nie). Natomiast chyba z raz "wygłupiłem" się prosząc o ser "chołda" i już nie będę więcej się wymądrzał...


Natomiast co do "lokalizacji" nazw, to moim przebojem jest guma "montejn fresz" (zwłaszcza, że na rynku reklamowym już zadomowiło się jakieś "mantyn dju", co pkazuje, że Polak zrozumie, że "mount" czyta się inaczej niż "mont" /w mont blanK:-)/)

pzdr
piotrek



Direct link Reply with quote
 
Pages in topic:   [1 2 3] >


To report site rules violations or get help, contact a site moderator:

Moderator(s) of this forum
Monika Jakacka Márquez[Call to this topic]

You can also contact site staff by submitting a support request »

aaaargh, tlumaczenie nazw wlasnych

Advanced search






SDL Trados Studio 2017 Freelance
The leading translation software used by over 250,000 translators.

SDL Trados Studio 2017 helps translators increase translation productivity whilst ensuring quality. Combining translation memory, terminology management and machine translation in one simple and easy-to-use environment.

More info »
Wordfast Pro
Translation Memory Software for Any Platform

Exclusive discount for ProZ.com users! Save over 13% when purchasing Wordfast Pro through ProZ.com. Wordfast is the world's #1 provider of platform-independent Translation Memory software. Consistently ranked the most user-friendly and highest value

More info »



All of ProZ.com
  • All of ProZ.com
  • Term search
  • Jobs