Mobile menu

51 juz zdalo, choc nabor zacznie sie dopiero 1 stycznia 2004...
Thread poster: Jacek Krankowski
Jacek Krankowski  Identity Verified
English to Polish
+ ...
Jun 7, 2002

Katarzyna Szymańska-Borginon z Brukseli



Wieża Babel





Unia Europejska



Po rozszerzeniu Unii Bruksela przeżyje najazd tłumaczy z nowo przyjętych krajów.





Christel Lordereau pracuje w administracji Komisji Europejskiej. Mówi wprost: to nudne zajęcie. Mąż poradził jej, by zaczęła uczyć się jakiegoś języka. Komisja każdemu urzędnikowi oferuje cztery darmowe godziny nauki tygodniowo. Jeszcze niedawno do wyboru były tylko języki krajów UE. Teraz oferta została poszerzona o języki krajów kandydujących. Christel zdecydowała się na polski. - Może przyda się, gdy Polska będzie już w Unii - mówi. Komisja opłaci jej także \"językowe wakacje\" nad Wisłą.

- Polski cieszy się największym powodzeniem - mówi Maria Głowacz, która uczy brukselskich eurokratów polskiego.

Po rozszerzeniu Piętnastki do obecnych 11 oficjalnych języków Unii dołączy kolejne 9 albo 10. Zgodnie z zaleceniem UE każdy akt prawny ustanowiony w Brukseli będzie przetłumaczony na nowy język oficjalny. Już w przyszłym roku Komisja Europejska chce zatrudnić na okresowych kontraktach 500 osób z krajów kandydujących, w tym około 150 z Polski. - Niedługo na obradach Rady UE będzie więcej tłumaczy niż ministrów - ostrzega szwedzki premier Goran Persson.

Już wkrótce zarówno polski rząd, jak i polscy obywatele każdą sprawę w Brukseli będą mogli załatwiać po polsku. Ale Olga Cosmidou, przewodnicząca unijnej delegacji, która gościła w Warszawie 28 maja, powiedziała, że aby to nastąpiło, Warszawa musi teraz intensywnie szukać bardzo dobrych tłumaczy.

Tłumaczenie unijnego prawa w krajach kandydujących (ponad 80 tys. stron aktów prawnych) już się rozpoczęło. Co dwa tygodnie przyjeżdża do Brukseli nasz tłumacz-koordynator (ma urzędową \"polską\" pensję) i przez następne dwa tygodnie weryfikuje z unijnymi ekspertami wykonane zadanie. Niektórzy brukselscy urzędnicy twierdzą, że dobrze by było, żeby społeczeństwa krajów kandydujących mogły zapoznać się z całym unijnym ustawodawstwem w swoim języku przed referendum.

Z danych Komisji wynika, że Polska pod względem liczby przetłumaczonych stron znajduje się poniżej średniej - na 19 miesięcy przed wejściem do UE przetłumaczyła raptem 8 tysięcy, czyli 10 proc. unijnego ustawodawstwa. Najlepsi są Czesi, którzy przetłumaczyli już 31 tys. stron, i Estończycy - mogą pochwalić się 27 tys. stron. Plasujemy się na samym końcu, tuż przed malutką Maltą (2,5 tys. stron). Powód? - Polacy twierdzą, że euronowomowa jest trudna do przetłumaczenia na ich język - ironizuje Robert Rowe, rzecznik tłumaczy w Komisji Europejskiej.

W rzeczywistości chodzi o to, że polska administracja za późno zabrała się do pracy. - Nie zawsze dostrzegano wagę problemu - przyznaje Maciej Górka, dyrektor departamentu tłumaczeń w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej. Jednak stronie unijnej zarzuca, że nie przedstawiła szczegółowego wykazu aktów prawnych, które trzeba tłumaczyć.

Dopiero teraz, czyli osiem lat po złożeniu wniosku o członkostwo w UE, Urząd rozpoczął tłumaczenie Traktatu Rzymskiego powołującego Europejską Wspólnotę Węgla i Stali, poprzedniczkę dzisiejszej Unii, oraz kolejnych traktatów tworzących europejską \"konstytucję\".

Bruksela także przygotowuje się na \"językowe poszerzenie\". W budynku Rady Ministrów UE rozpoczęto już przebudowę sal, by pomieścić dodatkowe kabiny dla tłumaczy. Ze względów oszczędnościowych rozważana jest możliwość tłumaczeń \"asymetrycznych\" - Polak mówi po polsku, tłumacz przekłada na angielski i dopiero z angielskiego pozostali tłumacze przekładają tekst na 20 innych języków. Jest już przesądzone, że polski nie będzie wewnętrznym, czyli proceduralnym językiem unijnych instytucji, jak angielski, francuski i niemiecki, którymi posługują się podczas obrad komisarze czy ambasadorowie UE. Jeżeli polskiemu urzędnikowi będzie zależało na czasie i dobrej opinii w Komisji, będzie musiał pisać swoje raporty w którymś z tych trzech języków.

Świat lingwistów w Brukseli dzieli się na tłumaczy tekstów i tzw. kabinowych. Ci pierwsi muszą być dokładni i cierpliwi, by znaleźć właściwe słowo w technicznych słownikach czy bazach danych. Natomiast tłumacze kabinowi powinni być otwarci i spontaniczni, ponieważ niekiedy muszą improwizować. Brytyjczyk, Guy Laycock, który tłumaczy \"w kabinie\" z polskiego na angielski, wspomina, że podczas negocjacji członkowskich Polski z Unią w sprawie ochrony środowiska nie wiedział, co oznacza słowo \"piżmak\". Jak wybrnął? Po prostu pominął piżmaka i mówił tylko o bobrach. Teraz żartuje, że będzie odpowiedzialny za wyłączenie z unijnej ochrony tego gatunku polskich gryzoni.

- Najtrudniejsze słownictwo dotyczy weterynarii - mówi Laycock. Ale równie skomplikowane jest tłumaczenie dokumentów dotyczących upraw rolnych. Przed polsko-unijnymi konsultacjami w sprawie raka ziemniaków Laycock musiał przestudiować słownictwo z zakresu ziemniaczanych chorób. Aby usprawnić pracę tłumaczom, Komisja Europejska stara się dostarczać im odpowiednie dokumenty na kilka dni przed planowanym spotkaniem. - Strona polska daje nam dokumenty trochę późno, bo tego samego dnia - wyjawia Laycock.

Tłumacze tekstów mają także inne problemy: muszą znaleźć właściwe dla euronowomowy odpowiedniki w swoim języku. Przyznają, że często pomagają im dziennikarze w Brukseli. - Jeżeli zobaczę, że mojego słowa użył korespondent dziennika \"El Pais\", to znaczy, iż udało się i słowo przeszło do języka potocznego - wyznaje jeden z hiszpańskich tłumaczy. Tłumacze nie chcą jednak tworzyć neologizmów. Istnieje nawet specjalna wewnętrzna instrukcja nakazująca, by za wszelką cenę unikać eurożargonu. Kto jest więc odpowiedzialny za euronowomowę, budzącą nieufność zwykłych obywateli? - Politycy i dziennikarze - bez wahania odpowiada Rowe. Problem pojawia się, gdy specjalistyczne słowo używane przez międzynarodowy zespół urzędników Komisji dla lepszego zrozumienia tematu lub większej precyzji przedostaje się na zewnątrz, najczęściej w przemówieniu jakiegoś polityka. Zdarza się, że europejska prasa przechwytuje je bezkrytycznie.

Wpływ eurożargonu widać już w języku polskim. Jan Kułakowski, główny negocjator członkostwa Polski w rządzie Jerzego Buzka, wprowadził do naszego słownika słowo \"prezydencja\", chociaż dla określenia półrocznego przywództwa jednego kraju w UE można używać słowa \"przewodnictwo\". Natomiast obecny negocjator Jan Truszczyński z upodobaniem używa określenia \"akcesja\", zamiast mówić po prostu \"przystąpienie\".

Po wejściu Polski do UE polszczyzna zostanie jeszcze bardziej \"zaśmiecona\" - przepowiadają unijni tłumacze na podstawie doświadczeń krajów, które wcześniej integrowały się z UE.

Armia tłumaczy rośnie, ale środków nie przybywa. Ze względu na oszczędności Komisja coraz częściej będzie zatrudniała tzw. wolnych strzelców, którzy pracują w pełnym wymiarze godzin, ale nie mają płatnych urlopów ani ubezpieczenia.

Mimo to do pracy w Brukseli garnie się wielu Polaków. Mają tu bardzo dobrą opinię. - Nie macie się czego wstydzić, egzaminy na tłumacza zdaje 20 proc. polskich kandydatów, podczas gdy w krajach UE średnia wynosi raptem 10 proc. - zachwala naszych Tony Scott, doradca ds. poszerzenia w zespole tłumaczy kabinowych, który często zasiada w jury egzaminacyjnym. Chwali nasze uczelnie w Warszawie, Poznaniu i Krakowie. Już teraz 51 polskich tłumaczy kabinowych zdało egzamin i może pracować dla potrzeb Brukseli.

Od 1 stycznia 2004 roku rozpocznie się nabór na etatowych tłumaczy z krajów kandydujących. - W unijnych instytucjach w \"kabinach\" będzie pracować 80-100 tłumaczy języka polskiego - twierdzi Scott. Zarobią niemało: na początek 4,5 tys. euro, a po awansie (i przy znajomości co najmniej czterech języków) nawet 7 do 8 tys.

Ale ich praca nie będzie lekka. Muszą zachować zimną krew. Nawet jeżeli wysokiej rangi polityk wymyśli najbardziej pokraczne eurosłowo lub eurozdanie.

http://newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9076



Direct link Reply with quote
 
Jacek Krankowski  Identity Verified
English to Polish
+ ...
TOPIC STARTER
Zrobcie sobie probe Jun 10, 2002

Co do \"wyjatkowo trudnego egzaminu z tlumaczenia kabinowego i konsekutywnego przed zespolem Komisji Europejskiej\" - pisze Newsweek - za najtrudniejszy uwazany jest egzamin z tlumaczenia konsekutywnego: obcokrajowiec mowi przez 10 minut, w tym czasie tlumacz robi skroccone notatki, a potem musi b. wiernie przetlumaczyc tresc wypowiedzi.



Normalka!





Direct link Reply with quote
 

Jerzy Czopik  Identity Verified
Germany
Local time: 22:26
Member (2003)
Polish to German
+ ...
Dlatego wiem, że nienawidzę tłumaczenia konsekutywnego Jun 10, 2002

Bo na jakiej normalne konferencji ktoś wytrzyma przez dziesięć minut przysłuchiwania się, nie rozumiejąc nic, żeby potem usłyszeć od tłumacza przetrawiony skrót myślowy, trwający być może 2 minuty i nie oddający nawet połowy tego co powiedziano. Przekazaniew ten sposób jakichkolwiek emocji nie mówiąc już o umożliwieniu swego rodzaju kontaktu osobistego pomiędzy partnerami, którzy mają np. właśnie podpisać umowę, jest w ten sposób oczywiście sprowadzone do zera.

Nie wspomnę już o potencjalnych nieporozumieniach z drobnych niedokładności w tłumaczeniu w jedną i drugą stronę.

Tłumacząc symultanicznie albo prawie symultanicznie daje się osobom, biorącym udział w takiej imprezie, co najmniej pewną możliwość reakcji, jeżeli ze względu na drobny błąd interpretacyjny dyskusja toczy się nagle w złym kierunku.



Nie wiem, jakie argumenty mają przemawiać za takiego dorzaju tłumaczeniem, ale do mnie nie docierają jakoś żadne.

Byłbym bardzo ciekaw Waszej opinii w tym zakresie! Co myślicie o symultanicznym lub konsekutywnym tłumaczeniu? Szczególnie Ci z Was, którzy są tłumaczami z wykształcenia, a nie samoukami, jak ja...



Miłego wieczoru

Jerzy


Direct link Reply with quote
 

Magda Dziadosz  Identity Verified
Poland
Local time: 22:26
Member (2004)
English to Polish
+ ...
To mówca wybiera styl, w jakim chce się komunikować Jun 10, 2002

Te 10 minut to oczywista przesada. Nigdy nie używałam stopera w trakcie tłumaczeń, ale na moje wyczucie 1 do 2 minut to już by było bardzo długo. Musze kiedyś zrobić próbę.



Faktem jednak jest, że bardzo często fragmenty do przetłumaczenia ocierają się o granicę pojemności mózgu tłumacza.



Z moich obserwacji wynika, że im dłuższe są wygłaszane fragmenty tłumaczone następnie konsekutywnie, tym większy staje się dystans pomiędzy rozmówcami. Nawet jeśli tłumaczenie 10 minutowego przemówienia jest bezbłędne, to mówca nie ma właściwie żadnej szansy na poznanie reakcji słuchaczy – nie jest w stanie dopasować ich gestów, uśmiechów itp. do słów, które wypowiedział. Tego typu spotkania przeradzają się w przedstawienia, w których główną rolę odgrywa tłumacz – wszyscy obujęzyczni uczestnicy z zapartym tchem obserwują jak sobie daje (albo nie daje) radę i na ogół reagują na potencjalne wpadki. Ci zaś, którzy rozumieją tylko jeden z języków potężnie się nudzą i bardzo często - jeśli ma to miejsce np. na konferencji lub szkoleniu, zaczynają przerzucać papiery, rozmawiać, a nawet sms-ować. Często jest też tak, że tłumacz w takich sytuacjach zaczyna mówić zbyt szybko, zbyt niewyraźnie i „dziwnym głosem” (wiecie o co mi chodzi), gdyż siłą rzeczy próbuje osiągnąc jednocześnie dwa sprzeczne ze sobą cele: nie pominąć żadnej kwestii i jak najszybciej skończyć. A styl, mimika, etc. gdzieś tam giną.



Zauważyłam też, że długość fragmentów do przetłumaczenia konsekutywnego rośnie wraz z rangą uczestników spotkania – im wyższy szczebel, tym dłuższe przemowy, ba, przemówienia całe. Właściwie nie dziwię się, że na egzaminie sprawdza się taką umiejętność – wierzcie mi przetłumaczenie nawet 3 minutowej przemowy siedząc obok zniecierpliwionego ministra i wśród stadka jego doradców, którzy słuchają każdego Twojego słowa i tylko czekają, aby Cię na czymś przyłapać,(\"nie, nie, pan minister powiedział 89,7%, a nie 88% z 85 tysięcy w 1998 roku...\")to praca drwala kanadyjskiego. Ale tak to się na ogół odbywa.



A są tacy, który twierdzą, że tłumaczenie symultaniczne, w komforcie kabiny odgradzającej nas od spojrzeń i z kolegą lub koleżanką, która w razie czego podrzuci słówko to szczyt trudności...



Magda



[ This Message was edited by: on 2002-06-10 23:23 ]


Direct link Reply with quote
 

Jerzy Czopik  Identity Verified
Germany
Local time: 22:26
Member (2003)
Polish to German
+ ...
Syrenko Jun 11, 2002

dzięki za budujące słowa!

Kiedyś myślałem, że w kabinie rzeczywiście jest gorzej, ale z dwojga złego wybrałbym kabinę niż jakiekolwiek tłumaczenie konsekutywne z notatkami, bo mam trudności z odczytaniem własnego pisma...



Jerzy


Direct link Reply with quote
 


To report site rules violations or get help, contact a site moderator:

Moderator(s) of this forum
Monika Jakacka Márquez[Call to this topic]

You can also contact site staff by submitting a support request »

51 juz zdalo, choc nabor zacznie sie dopiero 1 stycznia 2004...

Advanced search






TransPDF.com PDF Translation
Fast and Reliable PDF Translation - reduce your workload while maintaining quality

Unlock the potential of PDFs, taking your original PDF, replacing the text with your translations from your preferred tools and in minutes, get a high quality, ready-to-use, translated PDF. Try it now - your first 50 pages are free.

More info »
Wordfast Pro
Translation Memory Software for Any Platform

Exclusive discount for ProZ.com users! Save over 13% when purchasing Wordfast Pro through ProZ.com. Wordfast is the world's #1 provider of platform-independent Translation Memory software. Consistently ranked the most user-friendly and highest value

More info »



All of ProZ.com
  • All of ProZ.com
  • Term search
  • Jobs