Off topic: Znacie ten cytat: "W odczuciu społecznym tłumacz to wyrobnik, coś w rodzaju sprzątaczki"
Thread poster: Piotr Wargan
Piotr Wargan  Identity Verified
Poland
Local time: 10:51
English to Polish
+ ...
Aug 18, 2006

W takim artykule ów cytat znalazłem: http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=7613

Czy zawód sprzątaczki można wymieniać w tego rodzaju stwierdzeniach, a może nie jest to całkiem grzeczne? Rozumiecie, co mam na myśli?


Direct link Reply with quote
 
Magdalena Psiuk  Identity Verified
Poland
Local time: 10:51
Member (2016)
English to Polish
+ ...
Jak byłam dzieckiem... Aug 19, 2006

Jak byłam mała, to straszyli mnie, że jeśli nie będę się uczyć, to zostanę sprzątaczką. Teraz widać, że nie mieli racji - uczyłam się wytrwale, a i tak kimś "w rodzaju sprzątaczki" jestem. Tak właśnie. Węgiel przerzucam tylko. Smutne.

Direct link Reply with quote
 
Joanna Borowska  Identity Verified
Poland
Local time: 10:51
English to Polish
Zgadzam się z Piotrem Aug 20, 2006

Też mi się to porównanie nie podoba. Niezbyt to eleganckie (w stosunku do sprzątaczek, rzecz jasna).

Ale sam artykuł ciekawy. Dzięki za link.


Direct link Reply with quote
 

Witold Wiechowski  Identity Verified
Local time: 10:51
Member
English to Polish
+ ...
Bardzo ciekawy artykuł!!! Aug 20, 2006

Przyznam, że nie bardzo zmartwiłem się porównaniem pracy tłumacza do pracy sprzątaczki, natomiast byłem wstrząśnięty poniższym fragmentem:
"Nie trzeba być mistrzem mowy polskiej, żeby zauważyć, iż mnóstwo książek jest przetłumaczonych niechlujnie, wręcz skandalicznie, z błędami gramatycznymi, stylistycznymi, a nawet ortograficznymi. To zjawisko ostatniej dekady".

Dzięki Piotr za wyszperanie tego arcyciekawego artykułu


Direct link Reply with quote
 
Piotr Wargan  Identity Verified
Poland
Local time: 10:51
English to Polish
+ ...
TOPIC STARTER
Fajnie, że napisaliście :-) Aug 20, 2006

Przypadkiem trafiłem na ten artykuł.

Tyle w nim wyczytałem bulwersujących rzeczy, że postanowiłem się podzielić tą moją "bulwersacją".

Co mnie tak poruszyło: że szybko, na hura bestsellery się tłumaczy (pytanie czy wszystkie?), tekst o odczuciu społecznym (wspomniane porównania), i o niskich stawkach (co nie musi być prawdą, tak całkiem) itp.

Ze swoich obserwacji powiem, że z odczuciem społecznym w stylu pytań, co właściwie robi tłumacz, i stwierdzń jaka ta praca jest eufemistycznie mówiąc: "monotonna", spotykam się często i nie robi to już na mnie wrażenia.

O sprzątaczkach: myślę, że szacunek dla każdej, uczciwie wykonywanej pracy powinno się wynieść z domu rodzinnego.
A samą czynność sprzątania może wykonywać człowiek bardzo zasłużony i wykształcony: np. emerytowany mistrz tańca, który podejmuje tę pracę, aby „być w ruchu” (to przykład sąsiada z mojego podwórka z lat dzieciństwa i młodości). Więc takie bzdury nieeleganckie, jak to porównanie mnie po prostu osłabiają.

Poza tym z tekstu przeziera teza o braku społecznego szacunku dla zawodu tłumacza. Jeżeli tak jest naprawdę, to mam nadzieję, że się autor myli lub pisze takie tezy w celu prowokacyjnym. Przede wszystkim przedstawiciele tego zawodu muszą mieć szacunek dla własnej pracy, i pojawia się pytanie czy tutaj rozmówcy autora tekstu stanęli na wysokości zadania?

Pozdrowienia,

Piotr


Direct link Reply with quote
 

Andrzej Mierzejewski  Identity Verified
Poland
Local time: 10:51
Polish to English
+ ...
sprzątaczek ten tekst nie obraża... Aug 21, 2006

- moim zdaniem, natomiast walka cenowa istnieje.
Jeżeli ja tracę klienta, bo agencja zaoferowała mu cenę 25 PLN za stronę 1800 zn. (tak mi powiedział niedoszły klient) trudnego technicznego tekstu, to może lepiej się przekwalifikować na sprzątaczkę?
A jaka jest świadomość tłumacza, który w takiej sytuacji zaakceptował stawkę na pewno poniżej 20 PLN/str?


Direct link Reply with quote
 
Piotr Wargan  Identity Verified
Poland
Local time: 10:51
English to Polish
+ ...
TOPIC STARTER
poniżej pewnej grancy rzeczywiście zaczyna się wyrobnik... Aug 21, 2006

Kiedy pierwszy raz dostałem pocztę reklamową od biura tłumaczeń, które oferowało stawki niższe od moich o sporo procent, to się zdziwiłem. A na moja żona - no to możesz im podzlecać robotę

Pozdrowienia,
P.


Direct link Reply with quote
 

Piotr Sawiec  Identity Verified
Local time: 10:51
English to Polish
+ ...
Witam w klubie Aug 21, 2006

Ja i wielu moich kolegów tu współdziałających od dawna czytamy różne kalumnie na nasz zawód (lekarzy jeżeli chodzi o ścisłość) i prawda jest taka, że my sobie we własnym środowisku możemy poutyskiwać na "rzetelność dziennikarzy", jak w tekście powyżej, ja już się przestałem bulwersować, tylko kiwam głową z politowaniem. Natomiast na zewnątrz i tak nikt w to utyskiwanie nie wierzy, bo czy widział kto biednego lekarza? No właśnie, widział kto biednego tłumacza?

Dzięki tłumaczeniom mogę jeszcze uprawiać medycynę półhobbystycznie. Skoro robię to już od kilku lat, więc zapotrzebowanie jest, mimo stawek nienajniższych. Wielu z nas ma stałych klientów, którzy wolą płacić więcej, a mieć spokój zaufawszy naszej jakości. Jeżeli ktoś inny chce pracować za mniej proszę bardzo, ma do tego prawo i nie można mu zakazywać. Jezeli przy okazji ma niezłą jakość i twierdzi, że mu się opłaca niech jedzie dalej, podejrzewam, że za niedługo się odechce.

Tak samo jest z lekarzami. Młody robi wiele, przede wszystkim bo musi, bo mu każą dyżurować, biega po kawę dla starszych, bo ktoś go musi nauczyć. Wypruwa flaki nocami chcąc sobie mieszkanie urządzić. A potem mu się odechciewa, byle czego nie bierze, przebiera w propozycjach (ostatnio nawet jest taka możliwość, z wyjazdem włącznie), po prostu mądrzeje. Każdy zaczyna kiedyś doceniać wartość i jakość swojej pracy.

A z tym podzlecaniem to niezła fucha, gorzej jeżeli ich jakość, biorąc pod uwagę praktyki tanich agencji, będzie taka, że korygowanie tego zajmie ci więcej niż tłumaczenie od nowa.

Piotrek


Direct link Reply with quote
 

Magda Dziadosz  Identity Verified
Poland
Local time: 10:51
Member (2004)
English to Polish
+ ...
Ogólnie wiadomo od czego zależy punkt widzenia... ;) Aug 21, 2006

Ten artykuł mnie także zbulwersował, ale tylko przelotnie. Z wielu cytowanych tam wypowiedzi wyraźnie przebija teza, że "przed rokiem 1989" to było świetnie, że ho, publikowało się tylko porządne książki, tłumacze byli cenieni i nawet mieli wytyczoną ścieżkę kaiery zawodowej... może i bym się nawet na to nabrała, ale mnie taka wybiórcza skleroza jeszcze nie dopadła i pamiętem te czasy "przedtem" dosyć dobrze

Drodzy Młodsi Koledzy, zapewniam Was, że wcale tak różowo nie było! Po pierwsze, tłumacz w owych czasach niejako z zasady był chałturnikiem - ponieważ nie istniało zjawisko prowadzenia działalności gospodarczej (tak, tak, ani faktur VAT, nawet PIT-ów nie było...) tłumacz zatrudniony był na jakimś etacie (np. na uczelni, w zaprzyjaźnionym muzeum, albo i w fabryce), a tłumaczeniami dzieł wiekopomnych trudnił się dodatkowo (co wcale nie znaczy po godzinach, ale to już inna sprawa). Po drugie, ta wspomniana w artykule "ścieżka kariery" i "terminowanie u mistrzów" to raczej eufemistyczne określenie panującej wówczas wszechwładzy stowarzyszeń - oczywiście stosownie namaszczonych przez ówcześnie miłościwie panujących - które to stowarzyszenia decydowały kto, co i gdzie będzie tłumaczył. I za jakie pieniądze, oczywiście. Wolny rynek przecież także nie istniał, ani w tej, ani w żadnej innej dziedzinie gospodarki, co z łezką w oku wspomina jeden z rozmówców cytowanych w artykule ("Za PRL-u wiodło im się lepiej, ale wtedy było kilkudziesięciu wydawców, a dziś kilkanaście tysięcy. Dlatego obecnie większość tłumaczeń to chłam."). Głównym kryterium przyjęcia do stowarzyszenia był nie tyle dorobek, czy kwalifikacje, ale polecenie przez innych członków - ten system zresztą nadal próbują stosować dogorywające stowarzyszenia z ubiegłej epoki, takie po prostu pozostało im myślenie.

O słynnym urzędzie mieszczącym się na ulicy Mysiej, ani o dokształcaniu się tłumaczy w czasach, w których trzeba było starać się o zgodę na każdy wyjazd zagraniczny (z legalnymi 10 dolarami na książeczkę walutową w kieszeni), a słowniki sprowadzało się na zamówienie przez księgarnię w Pałacu Kultury już nie wspominam. Możnaby długo...

I jeszcze jedno: to nie przypadek, że w artykule mowa jest prawie wyłącznie o tłumaczeniach literackich: takie w owych czasach dominowały. Aktów założycielskich spółek, sprawozdań finansowych, umów i historii chorób się wówczas nie tłumaczyło w ogóle. Nie było po co i dla kogo!

To tytułowe zdanie ("coś w rodzaju sprzątaczki") to również sposób myślenia ludzi, którzy szczyty swojej kariery zawodowej osiągali na początku drugiej połowy ubiegłego wieku i może z powodu samozadowolenia na przesiadkę w czasy "po" chyba po prostu nie zdążyli.

Pozdro
Magda


Direct link Reply with quote
 


To report site rules violations or get help, contact a site moderator:

Moderator(s) of this forum
Monika Jakacka Márquez[Call to this topic]

You can also contact site staff by submitting a support request »

Znacie ten cytat: "W odczuciu społecznym tłumacz to wyrobnik, coś w rodzaju sprzątaczki"

Advanced search






CafeTran Espresso
You've never met a CAT tool this clever!

Translate faster & easier, using a sophisticated CAT tool built by a translator / developer. Accept jobs from clients who use SDL Trados, MemoQ, Wordfast & major CAT tools. Download and start using CafeTran Espresso -- for free

More info »
Anycount & Translation Office 3000
Translation Office 3000

Translation Office 3000 is an advanced accounting tool for freelance translators and small agencies. TO3000 easily and seamlessly integrates with the business life of professional freelance translators.

More info »



All of ProZ.com
  • All of ProZ.com
  • Term search
  • Jobs