Co do jedzenia, 02:31 Dec 25, 2011
ja jestem zwolennikiem zostawiania nazw własnych potraw i podawania objaśnień w docelowym języku. Tak jest w wielu restauracjach w USA. Na przykład, nazwy moich ulubionych latynoskich potraw "sancocho", "tostones", "ceviche" czy "ropa vieja" (ich smak i składniki różnią się w zależności od kraju) są zostawiane, podobnie jak większość innych nazw "etnicznych" potraw, a obok nazwy oryginalnej widnieje angielski opis. Z tego samego powodu oddałbym "barszcz" w zangielszczonej formie "borscht" (tak, fonetyka musi być brana pod uwagę, także dlatego, aby klient nie połamał sobie języka przed skosztowaniem etnicznego specyfiku ;-)) i "uszka" jako "ushka" (a co!), a pod spodem zamieściłbym opis. "sour (?) - mojej mamy nie jest "sour" ;-) clear red soup" pasuje mi bardziej jako objaśnienie. Nazwa "Tortellini" dziwnie mi brzmi w połączeniu z naszym polskim barszczem, a i smak tortellini mają inny niż nasze swojskie uszka. Polskie pierogi czy bigos też nie są zwykle tłumaczone (Amerykanie normalnie mówią i piszą "pierogis"). W wielu przypadkach tłumaczenie nazw odbiera potrawom ich etniczny charakter, a co za tym idzie, ich smak... |