Problem 14:05 Jan 10
polega na tym, że, na uczelniach anglosaskich każde zajęcią kończą się egzaminem. Studenci wykonują wykonują prace zaliczeniowe, piszą testy, wykonują projekty, w środku semestru piszą midterm exam a na koniec final. Na podstawie całości wykonanej pracy plus zdanych egzaminów otrzymują na koniec zaliczenie. Każdy więc przedmiot oznacza w praktyce zajęcia zaliczeniowe. Tak na marginesie, W USA nie ma czegoś takiego jak sesja egzaminacyjna. W Polsce irytowało mnie to, że student może wykonać ogrom pracy z danego przedmiotu, otrzyma zaliczenie w formie "zal.", a w sesji egzaminacyjnej w czasie egzaminu z tegoż przedmiotu otrzyma trzy idiotyczne pytania i jeśli na nie odpowiada, to zawala egzamin i jednocześnie cały przedmiot, co równa się z dwója w indeksie obniżeniem średniej. Największym chyba przekrętem polskiego systemu edukacyjnego było (nie wiem czy nadal jest) obliczanie średniej tylko na podstawie egzaminów. Ja na studiach wykonałem mnóstwo pracy z każdego przedmiotu, a średnią z całego toku studiów obliczono mi tylko na podstawie 12 czy 14 egzaminów. |