Prawa tłumacza po wykonaniu zlecenia
Thread poster: Joanna Kulig

Joanna Kulig  Identity Verified

Local time: 10:24
English to Polish
May 25, 2013

Witajcie,

ostatnio przydarzyła mi się bezprecedensowa historia i doprawdy, nie wiem jak zareagować. Nie chcę robić burzy w szklance wody, ale z drugiej strony, chciałabym , aby respektowano moją pracę i tym samym mnie.

Koleżanka poprosiła mnie o przetłumaczenie strony internetowej instytucji, którą właśnie otwiera. Nie bardzo orientowałam się w cenach i realiach tłumaczenia w Polsce, więc kwestia finansowa była jej propozycją, po zbadaniu rynku. Zgodziłam się na nią, zaznaczając, że to wyjątkowo, wręcz promocyjnie, i tylko dlatego, że zasygnalizowała mi późniejszą chęć współpracy. Pomyślałam, że to ok i zgodziłam się na warunki.

Bardzo im się także spieszyło, a pani, która miała zająć się umową zaniemogła, więc zgodziłam się na kolejny kompromis, aby dostarczyć zlecenie bez umowy (miała być wysłana później). Pomyślałam, że to znajoma, więc będzie ok. (Tak, tak, wiem, już mnie ta sytuacja sporo nauczyła, więc za wytykanie palcem dziękuję.) Dodam jeszcze, że usługa korekty nie została tu nawet wspomniana, po prostu wzięto to za pewnik i nie wliczono w koszty.

Tłumaczenie było z języka polskiego na angielski, czego też zwykle nie robię, ale jako osoba dwujęzyczna, pozwoliłam sobie na to, mając także native'a 'na stanie'. I skorzystałam z jego cennego czasu także. Za darmo. Nie mogłabym oddać nie sprawdzonej pracy!

Sprawa jest więc taka: Kilka tyg. po oddaniu zlecenia, poproszono mnie o przetłumaczenie kolejnych dokumentów - m.in. język prawniczy. Poprzednia umowa jeszcze do mnie nie dotarła. Podałam kwotę jaka mnie interesowała, zaznaczając, że umowę podpisujemy przed rozpoczęciem pracy oraz, że bez korekty nie oddam tłumaczenia, a korekta to zatrudnienie dodatkowej osoby, co się wiąże z dodatkowym kosztem.

Mimo że moja stawka nie była wygórowana (też zrobiłam badania rynkowe), nie zgodzili się na moje usługi i wyrazili chęć zatrudnienia kogoś innego. I ok, nie mam żalu, nie oto chodzi. Ale pomyślałam, że nie chciałabym, aby kolejna osoba korzystała z mojego tłumaczenia, wyników mojej ciężkiej pracy. Poprosiłam więc o wpisanie mojego imienia pod moim tłumaczeniem, także, aby nie odpowiadać za ewentualne niedociągnięcia kolejnego tłumacza. Zaznaczyłam też, że chciałabym, aby uznano także moją własność intelektualną. Napisałam, że traktuję tamtego mejla jako aneks do umowy, która miała już być w drodze do mnie. Tak się jednak nie stało, bo zamiast umowy, dostałam mejla od pani mecenas z zarządu instytucji, z pobłażliwością traktującego moje uwagi o pracy tłumacza. Umowa doszła kilka dni później i dodano do niej dodatkowe paragrafy (wcześniej przysłano mi ją mejlem i poproszono o przywiezienie podpisanej do ich siedziby (!!!), co w ogóle nie było możliwe, a także umówione, bo umawiałam się na przesłanie pocztą). Oczywiście pełna była gróźb i wizji rozwiązania sprawy sądownie.

Chciałabym się Was poradzić - po pierwsze, nie podoba mi się włączenie tutaj prawnika, potraktowanie mnie w taki sposób, dość to żenujące z ich strony posunięcie - i na takowe nie mogę pozwolić. Też mam znajomych prawników, ale brnięcie w tę sytuację, zwłaszcza, że wypłata już wpłynęła na konto, jest bez sensu.

Jednak chciałabym wiedzieć jak są rozwiązywane kwestie własności intelektualnej tłumaczeń na teraz (kwiecień-maj 2013). Oczywiście sprawdziłam internet, ale żadnych jednoznacznych informacji nie uzyskałam. Czy mogę teraz poprosić o wpisanie punktu o własności intelektualnej/prawach autorskich do umowy? Tej przysłanej jeszcze nie podpisałam. Czy wpisanie mojego imienia pod tłumaczeniem, to naprawdę taka dziwna i rzadka sprawa? Przecież każda strona internetowa ma na dole notkę o adminie... Każdy ma prawo do podpisania się pod swoją pracą nie widzę w tym niczego, co by miało komuś szkodzić. Z drugiej strony nie chcę, żeby ktoś wykorzystywał mój wysiłek i to w tak żenujący sposób. Poprosiłam ich także o nie używanie tłumaczenia do innych celów niż umówione: czyli do ulotek reklamowych, innych tekstów. To miało być tylko tłumaczenie strony internetowej i tak jest w umowie. Zdaję sobie sprawę, że tu wychodzi moje gapiostwo, ale czytałam wcześniej szkic umowy i wydawała się być OK, zwłaszcza w obliczu kolejnych zamówień. Kiedy sytuacja się zmieniła - też chciałam zmiany.

Proszę, dajcie znać. Nie chcę się ich czepiać, ale chcę wiedzieć na czym tak naprawdę stoję. Jeśli ktoś ma konkretne paragrafy, to bardzo poproszę.

Serdecznie dziękuję za 'wysłuchanie' tej przydługiej historii i proszę o konstruktywne uwagi.
JK


 

Lucyna Długołęcka  Identity Verified
Poland
Local time: 10:24
English to Polish
+ ...
Rynek tłumaczeń w Polsce May 25, 2013

Joanno, podoba mi się sposób, w jaki opisałaś swoje przeżycia, a jest to sposób bardzo elegancki.
Znam rynek tłumaczeń w Polsce, ale nie pracuję na umowy, lecz wystawiam rachunki jako firma.
Nie odniosę się zatem do wszystkich spraw, jakie poruszyłaś, ale mogę stwierdzić, na podstawie doświadczenia i znajomości branży, że jeżeli ktoś zamawia u mnie tłumaczenie, to oczekuje, że tekst będzie idealny (cokolwiek to znaczy, bo idealnych tłumaczeń tak naprawdę nie ma), nie wymagający już korekty, a co za tym idzie - uzgodniona cena uwzględnia już ewentualne korekty. Ponadto większość biur tłumaczeń deklaruje na swoich stronach internetowych, że wszystkie tłumaczenia są także weryfikowane przez biuro. Co w praktyce oznacza zlecenie weryfikacji innemu tłumaczowi albo korektorowi zatrudnionemu na stałe w biurze.
Nie dotyczy to jednak klientów niebędących biurami tłumaczeń oraz biur, których działalność polega głównie na pośrednictwie, a tzw. kontrola jakości pozostaje tylko czczą formułką, chwytem marketingowym.
Rzeczywiście do rzadkości należy to, by tłumaczenia stron internetowych czy innych materiałów były sygnowane nazwiskiem tłumacza - ale może dzieje się tak dlatego, że większość tych tłumaczeń przechodzi przez biura tłumaczeń i to one ostatecznie są "autorem" tłumaczenia. I one decydują, czy się pod tym tłumaczeniem podpisać, czy nie.
Mnie osobiście nie zależy na tym, by moje nazwisko widniało pod tłumaczeniami, ale rozumiem tych, którym na tym zależy.


[Zmieniono 2013-05-25 13:53 GMT]


 

Joanna Kulig  Identity Verified

Local time: 10:24
English to Polish
TOPIC STARTER
dziękuję za opinię! May 25, 2013

Dziękuję Ci serdecznie, Lucyno za miła słowa.icon_smile.gif

Wiesz, mi też nie chodzi o to, aby moje nazwisko się tam ukazało ot tak, ale o to, aby oddzielić moją pracę, którą postrzegam jako zrobioną na wysokim poziomie, od pracy kogoś innego (czyli zapewne innego Polaka, który zna (oby!) angielski). Absolutnie nie twierdzę, aby ktoś inny nie był w stanie zrobić tego lepiej ode mnie! Jestem językoznawcą i tłumaczką z wykształcenia, bardzo wyczuloną na adekwatność tłumaczeń, a jak jest z ich jakością w Polsce, każdy wie (napisy w filmach, reklamy itd.). Zresztą, to była tylko nieśmiała prośba do tej pani, a nie kategoryczne żądanie, a wytoczono tutaj po prostu armatę na muchę (p. mecenas), więc chcę się jakoś obronić. Myślę, że pani mecenas też się nie zna na tym za bardzo, bo rzuciła mi tylko kilka ogólników.

Ważniejszą dla mnie sprawą est to, aby moja praca nie była użyta do innych celów, przez inne osoby. Tu chyba chodzi o prawa autorskie lub własność intelektualną.

Jeśli chodzi o korektę - ja to dokładnie wcześniej zaznaczyłam, że za pierwszym razem im za nią nie policzyłam (bo się po prostu zgapiłam z wyceną kosztów, mój błąd, moja odpowiedzialność), ale że zwykle tak się robi i za drugim razem powiedziałam im o tym wyraźnie. Jest OK, że mnie nie zatrudnili, nie chciałabym pracować za mniej niż uważam za stosowne i do tego zatrudniać kogoś za darmo (bo to 'tylko' mąż!), wolę nic niż frustrację, mimo że 'na pieniądzach nie śpię', jak to ktoś stwierdził nt. tłumaczy, w innym poście.icon_wink.gif

Pozdrawiam serdecznie!


 

Łukasz Gos-Furmankiewicz  Identity Verified
Poland
Local time: 10:24
English to Polish
+ ...
Well... May 25, 2013

Dzień dobry. Joanno, bardzo prosiłbym o zwrócenie uwagi, że nie jestem praktykującym na bieżąco prawnikiem ani specjalistą od prawa autorskiego, a taki byłby potrzebny do rozwiązania tej sprawy (np. mój kolega tym się zajmuje). Ja zajmowałem się przede wszystkim sporami sądowymi w "korpie", a było to kilka lat temu.

W każdym razie to żądanie osobistego przywiezienia do ich siedziby żądanych dokumentów to już jest przykład zachowanie kogoś, kto – mówiąc po prawniczemu – w kulki leci. Take demonstracje czasami się robi, ale to polega na tym, że laik tego nie podzieli przez cztery i nie zorientuje się, ile taki prawnik może. Dodatkowo jeżeli tu wyraźnie widać, że jest to żądanie spychologiczne, po to żebyś zrezygnowała z ochrony swoich praw, skoro musiałabyś wsiadać w samolot i lecieć do polski, to bardzo, bardzo źle by to wyglądało w sądzie. Także w sądzie dyscyplinarnym właściwym dla prawnika, który podpisał się pod takim żądaniem bez podstawy prawnej przynajmniej na tyle dobrej, aby mógł iść w zaparte i twierdzić, że powoływał się na nią w dobrej wierze.

Osobiście, gdyby coś takiego mnie spotkało, prawdopodobnie odpisałbym "czy Was porąbało? gdzie ten facet prawo kończył?" albo coś w tym stylu, być może używając zresztą podobnego słownictwa (na tyle ostrożnie, aby jednak nie wejść w formę zniewagi, bo u nas jest to w dalszym ciągu przestępstwo ścigane karnie).

W każdym razie poinformowałbym towarzystwo, że uczestniczymy w profesjonalnym obrocie gospodarczym z udziałem profesjonalnych podmiotów świadczących usługi prawnicze i o żadnych marnujących czas nieprofesjonalnych zagrywkach, zgłaszaniu nieprzysługujących roszczeń i żądań itp. nie ma mowy i powinni od zaraz zacząć dokładać należytej staranności wymaganej od podmiotów profesjonalnie zajmujących się działalnością gospodarczą (spółka) i profesjonalnie świadczących usługi prawne (prawnik). Dalej pewnie poszłoby wezwanie do zapłaty (w Twoim przypadku akurat zapłata już została dokonana) do zaprzestania naruszeń dóbr osobistych. Oprócz swojego podpisu poprosiłbym pewnie o podpisy kilku znajomych z uprawnieniami i ciekawą biografią, taka po prostu demonstracja siły (i niech sobie w spółce googlują).

Do ad remu w każdym razie. Licencja na korzystanie z przedmiotu praw autorskich w celu wspomnianym w zamówieniu jest dorozumiana. Trochę jak sytuacja z fotografem, który robi zdjęcia do paszportów (ale już niekoniecznie można je wykorzystać w gazecie). Możesz ją odwołać, choć nie robiłbym tego, bo w przypadku tego rodzaju uprawnień może dojść do takiej sytuacji, że z jednej strony wolno Ci będzie zrobić to, co zrobisz, i będzie to skuteczne (czyli dojdzie do skutecznej dyspozycji Twoimi prawami, mieszczącej się w ramach Twoich uprawnień), ale jednocześnie wyrządzisz szkodę temu drugiemu (szkodę w znaczeniu prawnym, nie mówię tu o ocenach etycznych lub zdroworozsądkowych) i będzie trzeba za to z kolei płacić.

Natomiast o ile w umowie nie było przeniesienia praw autorskich – a wymagana jest forma pisemna, zresztą także do niektórych rozporządzeń mniej drastycznych niż pełne przeniesienie własności – to po prostu one nie przeszły. (Przynajmniej o ile Twoja umowa nie kształtowała stosunku podległości idącego na tyle daleko, aby to miało samo z siebie wynikać, że prawa autorskie powstają od razu w ich majątku). Tak więc mogą nadymać się i puszyć jak ta jaszczurka na australijskiej dwucentówce, a i tak nic nie zrobią. Być może zresztą już teraz kłębią się w panice i uprawiają gorączkowy damage control, czepiając się wszystkiego, co się da. Prawa autorskie w każdym razie najprawdopodobniej zostały u Ciebie, nie mają za bardzo podstawy, aby domagać się od Ciebie ich przeniesienia – chyba że np. wcześniej miałaś przeniesienie, a domagałaś się zmian na swoją korzyść w drodze późniejszego aneksu.

Co do pobłażliwości w tonie strony Pani Mecenas – także gdy uwagi i ich ton odnosiły się do pracy tłumacza – wysłałbym wezwanie do zaprzestania naruszania dóbr osobistych. Wrzuć w Google pogrubiony fragment, a wyskoczy kilka pomysłów, z tym że ja bym dodał podstawę prawną (art. 24 § 1 k.c.), bo to zawsze wygląda poważniej i bardziej profesjonalnie. Podstawa prawna wygląda tak:

[Kodeks cywilny] Art. 24. § 1. Ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. W razie dokonanego naruszenia może on także żądać, ażeby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności ażeby złożyła oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie. Na zasadach przewidzianych w kodeksie może on również żądać zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.


Aby usunąć skutki naruszenia Pani Mecenas mogłaby np. wysłać do Ciebie uprzejmy list z przeprosinami i na piśmie. Korciłoby mnie, aby dorzucić z 1000 zł na cele statutowe Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich (to tak w ramach szacunku dla pracy tłumacza), ale na podstawie nawet drastycznego listu, który jednak nie został upubliczniony na zewnątrz, sąd raczej nie zasądziłby kwoty pieniężnej. Z drugiej strony może symboliczna złotówka. Tu nie dałoby się zarzucić, że jest to żądanie świadczenia finansowego na wyrost.

Kopię wezwania przesłałbym do wiadomości właściwego samorządu zawodowego, który raczej nie będzie zachwycony obniżającym godność ich zawodu pozerstwem i okazywaniem lekceważenia pracy innych grup zawodowych. Jeżeli jest to radca prawny – do wiadomości Okręgowej Izby Radców Prawnych. Aby ktoś tam po drodze nie zasłonił się twierdzeniem, że przyjęli do wiadomości i tyle, a w liście nie było żadnych wniosków, to w liście przewodnim można byłoby poprosić samorząd o to, aby wytłumaczył koledze zasadność ograniczenia się do podstaw prawnych, które rzeczywiście istnieją – zwłaszcza gdy grozi drogą sądową (co akurat może powodować konsekwencje prawnokarne dla grożącego, jeżeli forma szantażu jest dość wyraźna) – oraz szanowania dóbr osobistych rozmówcy, nawet gdy należy on do grupy zawodowej ocenianej niżej od własnej. Powinno zadziałać. Sam prawnik, którego coś takiego spotkało, ma do wyboru albo spuścić z tonu albo iść w zaparte, czyli jeszcze bardziej się podkładać. (Aż się doczeka i samorząd będzie musiał interweniować).

Umowę tak czy owak pokazałbym polskiemu prawnikowi, bo jako osoba inteligentna i trzeźwo myśląca na pewno sporo wyłapiesz, ale obawiam się, że nie wszystko, a poza tym nie zinterpretujesz tego poprawnie. Ani Ty, ani np. jakiś przygodny prawnik, który za dużo umów ani spraw sądowych w swoim życiu nie widział.

Co do Twojej rzekomej naiwności, o którą chyba trochę się obwiniasz – lepiej być nieco naiwnym niż być – przepraszam za wyrażenie – nieco świnią. Nie masz co się obwiniać, że zachowałaś się zgodnie z pewnymi standardami człowieka kulturalnego i na odpowiednim poziomie, a druga strona niestety do tego poziomu najwyraźniej nie dorosła. To taki trochę victim blame jak czasami u ofiar przemocy domowej, prześladowań w szkole itp. Winni są ci, którzy to robią, a nie ci, którym oni to robią.

Nie świadczyłaś też swoich usług bez umowy – zawarłaś umowę ustną. Jeżeli nie uzgodniono jej warunków – obowiązują zasady ogólne (odpowiedni rozdział kodeksu cywilnego i przepisy paru innych ustaw co do szczegółów typu terminy płatności, rachunki, faktury itd.). Nie jest tak, że jest to poza regulacją. A gdybyś nawet z jakiegoś względu kiedyś komuś wyświadczyła jakieś usługi lub inne korzyści pozaumownie, to i tak wynagrodzenie się należy, o ile nie było to wyraźnie pod tytułem darmym (darowizna itp.). W prawie cywilnym nie ma darmowego lunchu.

Ostatecznie rzecz biorąc, jeżeli chodzi o jakieś rozwiązanie problemu, to sam zrobiłbym to tak: wyraźnie oznajmiłbym gotowość do zawarcia z nimi odpowiedniej umowy (przeniesienia praw) – uzależniając to nie od jakiejś dalszej zapłaty (to już bym odpuścił), ale od zaprzestania naruszeń dóbr osobistych wraz z przeprosinami. I tylko od tego. Jak słusznie zauważyłaś, sama sprawa nie jest warta zachodu.

[Edited at 2013-05-25 15:26 GMT]

[Edited at 2013-05-25 15:32 GMT]


 

Lucyna Długołęcka  Identity Verified
Poland
Local time: 10:24
English to Polish
+ ...
Prawa autorskie May 25, 2013

Joanno, rozumiem, o co Ci chodzi z prawami autorskimi, ale u nas chyba nie ma pod tym względem jakiejś jednej reguły, jeśli chodzi o tłumaczenia nieliterackie. Ja np. nawet wtedy, gdy tłumaczę stronę internetową, bardziej czuję się rzemieślnikiem niż twórcą - twórcą jest autor tekstu na stronie. Wiem, że to kwestia sporna, inni mogą mieć inne zdanie. Mnie się też kiedyś wydawało, że jestem twórcąicon_smile.gif
(PS: Odnośnie do "wysokiego poziomu" - to ocena subiektywna. Sądząc po Twojej świetnej polszczyźnie, nie wątpię w wysoki poziom tłumaczenia na j. angielski, ale mimo to wiem z doświadczenia, że ocena jakości bywa zwykle subiektywna, a zatrudnienie "natywa" o niczym nie przesądza).
Ale czasami teksty oryginalne są tak źle napisane, że nie da się z nich zrobić w tłumaczeniu "arcydzieła". Pracuje się na zasadzie "shit in - shit out". A pod "shitem", jakkolwiek poprawnie by był przetłumaczony, tym bardziej wolę nie podpisywać.
Choć tak ogólnie zgadzam się, że twórczości tłumaczy nieliterackich nie docenia się, i ubolewam nad tym. Ale nie aż tak specjalnie, gdyż w tym fachu człowiek całe życie się uczy, i raczej wolałabym nie oglądać swych tłumaczeń np. sprzed 10 lat, nie mówiąc już o firmowaniu ich swoim nazwiskiem. Ale rozumiem Twoje podejście - tak trzymaj. Życzę samych porządnych klientów - tacy w Polsce też się trafiają.


[Zmieniono 2013-05-25 15:40 GMT]


 

Evonymus (Ewa Kazmierczak)  Identity Verified
Poland
Local time: 10:24
Member (2010)
English to Polish
+ ...
korekta May 26, 2013

Joanna Kulig wrote:
Dodam jeszcze, że usługa korekty nie została tu nawet wspomniana, po prostu wzięto to za pewnik i nie wliczono w koszty.

Jest to typowe dla tzw. klientów bezpośrednich - dla osób/instytucji nie związanych z branżą tłumaczeń. I moim zdaniem trudno się im dziwić - korekta jest częścią całego procesu, którego nie znają, dlatego musisz ją uwzględnić w swojej stawce. W przeciwieństwie do BT, klienci bezpośredni nie wymagają od Ciebie konkretnego CATa, ale oczekują usługi od A do Z.
Na wspomnianej nieznajomości procesu opiera się przekonanie przeciętnego nie-tłumacza, że każdy tłumacz np. angielskiego (niezależnie od specjalizacji) wie (bez sprawdzania w słowniku) jak jest 'złączka zwężkowa' po ang.
Ewa


[Edited at 2013-05-27 20:07 GMT]


 

Joanna Kulig  Identity Verified

Local time: 10:24
English to Polish
TOPIC STARTER
nie niewiedza, a cwaniactwo, niestety... May 27, 2013

Evonymus (Ewa Kazmierczak) wrote:


Jest to typowe dla tzw. klientów bezpośrednich - dla osób/instytucji nie związanych z branżą tłumaczeń. I moim zdaniem trudno się im dziwić (...)


Jasne, ja to dobrze rozumiem, ale oni byli świadomi tego procesu, bo wspomniałam im o tym, że za pierwszym razem korekty nie policzę (co nawet wtedy zostało przemilczane), na poczet dalszej współpracy, więc nie niewiedza tutaj 'wyszła', a przekonanie, że praca męża-korektora ('natywa', który także jest językoznawcą, doktorem, ze sporym doświadczeniem w edycji różnego rodzaju publikacji wydawanych przez znane wydawnictwa) się po prostu nie liczy i są to zbędne ceregiele, za które jeszcze, o zgrozo!, trzeba płacić. I także zwykłe cwaniactwo (i tu wychodzi współpraca ze znajomymi, którzy znają twoją sytuację i myślą, że zgodzisz się na wszystko! Otóż nie. Enough is enough.).


 

Andrzej Lejman  Identity Verified
Local time: 10:24
Member (2004)
German to Polish
+ ...
Wiele hałasu o nic May 27, 2013

Brak precyzyjnych ustaleń, brak umowy, nadmierne wymagania, a potem płacz.

Nie rozpoczyna się pracy bez PO. Jeśli PO nam się nie podoba, negocjujemy.

Jeśli sprzedaję klientowi tłumaczenie, nic mi do tego, w jaki sposób będzie wykorzystane (jeśli nawet stan ten odbiega od teoretycznego ideału, praktyka jest dokładnie taka).

W jaki sposób miałbym śledzić losy tysięcy tłumaczeń, które wykonuję?

I na koniec: nie ma zwyczaju podawania autora tłumaczeń na stronach internetowych. I to też fakt, który nie musi Ci się podobać, ale tak po prostu jest.

A.


 

asia20002  Identity Verified
Poland
Local time: 10:24
English to Polish
+ ...
tłumaczenia na stronach May 29, 2013

Zgadzam się z panem Andrzejem. Tłumaczenia żyją własnym życiem, często są poprawiane, modyfikowane, zależy to od wizji klienta.

 


To report site rules violations or get help, contact a site moderator:

Moderator(s) of this forum
Monika Jakacka Márquez[Call to this topic]

You can also contact site staff by submitting a support request »

Prawa tłumacza po wykonaniu zlecenia

Advanced search






SDL Trados Studio 2019 Freelance
The leading translation software used by over 250,000 translators.

SDL Trados Studio 2019 has evolved to bring translators a brand new experience. Designed with user experience at its core, Studio 2019 transforms how new users get up and running, helps experienced users make the most of the powerful features, ensures new

More info »
Anycount & Translation Office 3000
Translation Office 3000

Translation Office 3000 is an advanced accounting tool for freelance translators and small agencies. TO3000 easily and seamlessly integrates with the business life of professional freelance translators.

More info »



Forums
  • All of ProZ.com
  • Term search
  • Jobs
  • Forums
  • Multiple search