Artykuł: "Dystrybutorzy walczą z polskimi napisami w sieci"
Thread poster: Joanna Borowska
Joanna Borowska  Identity Verified
Poland
Local time: 05:11
English to Polish
Dec 12, 2005

Dystrybutorzy walczą z polskimi napisami w sieci



[Edited at 2006-02-15 11:29]


Direct link Reply with quote
 

Tomasz Sieniuć  Identity Verified
Poland
Local time: 05:11
Member (2005)
German to Polish
+ ...
I dobrze robia... Dec 13, 2005

Calkowicie popieram. Dziwie sie tym wszystkim, ktorzy jeszcze nie pojeli, ze za dobra kulturalne tez trzeba placic. Przeciez autor i dystrybutor tez musza z czegos zyc, bo czasy dotowania artystow przez panstwo sie skonczyly. Wizja przedstawiona w liscie jest dosc ponura - jednak fakt, ze w Polsce nie przestrzega sie praw autorskich, wynika z duzej tolerancji dla tych, ktorzy te prawa lamia. Wszystko na zasadzie: nie przeszkadza mi to, ze inni sie na tym dorabiaja, poki sam cos z tego mam. Pod tym wzgledem nowy system ekonomiczny nic nie zmienil.

Pozdr
TS


Direct link Reply with quote
 

Szymon Metkowski  Identity Verified
Poland
Local time: 05:11
Member (2006)
German to Polish
+ ...
Racja Tomasz :) Dec 13, 2005

Masz absolutnie rację. Co prawda w artykule poruszono też problem filmów, nazwijmy to "elitarnych", ale moim zdaniem i na to znajdzie się rada. Jeżeli ktoś jest prawdziwym fanem to sobie kupi oryginał a nawet ściągnie go choćby i ze Stanów. Zupełnie nie rozumiem oburzenia fanów darmowych napisów. Przecież filmy trzeba traktować tak jak inne obiekty własności intelektualnej. A gdybym tak sobie otworzył stronę zawierającą moje własne tłumaczenia Pratchetta... ciekawe kto pierwszy by mnie Pozwał: Pratchett czy Prószyński i S-ka. Jedno wiem na pewno - szans na wygraną bym nie miał...

Direct link Reply with quote
 

Gwidon Naskrent  Identity Verified
Poland
Local time: 05:11
English to Polish
+ ...
Jeszcze jeden aspekt sprawy Dec 13, 2005

A gdybym tak sobie otworzył stronę zawierającą moje własne tłumaczenia Pratchetta... ciekawe kto pierwszy by mnie Pozwał: Pratchett czy Prószyński i S-ka. Jedno wiem na pewno - szans na wygraną bym nie miał...


No to ci co nielegalnie tłumaczyli ostatnią część Pottera już powinni gnić za kratkami... nie za to że tłumaczyli, ale że udostępnili. Ale ja o czym innym. Jak wie każdy, kto oglądał film z napisami z tych stron, najczęściej są one tłumaczone "ze słuchu". Jaki jest skutek, łatwo sobie wyobrazić. Każde trudniejsze wyrażenie albo gra słów jest pomijana, spłycana albo w ostateczności zrzynana z tłumaczenia kinowego (jeśli takowe jest dostępne). Pewnie, że z czasem napisy mogą zostać udoskonalone zbiorczym wysiłkiem kilku tłumoków, ale dla filmów nowych są one raczej kiepskiej jakości. Jeśli bowiem ci tłumacze są tacy dobrzy, dlaczego chcą zdobyć sławę (?) tłumacząc w ten sposób? W motyw hobbistyczny nie wierzę, ja np. mam dość tego co mi zlecają, żebym jeszcze miał się bawić w tłumaczenia za darmo, choćby z mojej ulubionej tematyki.

A jak tu się cieszyć oglądaniem filmu, którego do końca nie rozumiemy (bo tłumacz też nie zrozumiał...)

O ortografii już nie wspomnę, i nie mam tu na myśli błędów typu "ktury" i "udeżyć", ale choćby odmiana obcych imion i nazwisk, przy której wykłada się prawie każdy tłumok (no chyba że nie odmienia ich wcale).


Direct link Reply with quote
 
Joanna Borowska  Identity Verified
Poland
Local time: 05:11
English to Polish
TOPIC STARTER
"O tłumaczeniu filmów" Dec 13, 2005

A propos tego, co na temat jakości tłumaczeń napisał silvermane- polecam bardzo fajny artykuł Arkadiusza Belczyka "O tłumaczeniu filmów":
http://www.serwistlumacza.com/texts/ofilmach.html


Direct link Reply with quote
 

PAS  Identity Verified
Local time: 05:11
English to Polish
+ ...
Ano, jak się wymagań nie ma... Dec 13, 2005

silvermane wrote:
A jak tu się cieszyć oglądaniem filmu, którego do końca nie rozumiemy (bo tłumacz też nie zrozumiał...)


Odnoszę wrażenie, że osobom, które oglądają dywiksy zgrane z kamery video jest w dużym stopniu wszystko jedno, jakie czytają do takiego "przedpremierowego" filmu napisy.

Byle coś tam migało, i byle mniej więcej wiadomo było o co chodzi. Niuanse, gra słów? Szkoda zachodu.

Paweł


Direct link Reply with quote
 

Gwidon Naskrent  Identity Verified
Poland
Local time: 05:11
English to Polish
+ ...
Nie oglądam... Dec 13, 2005

PAS wrote:
Odnoszę wrażenie, że osobom, które oglądają dywiksy zgrane z kamery video jest w dużym stopniu wszystko jedno, jakie czytają do takiego "przedpremierowego" filmu napisy.


Czy to było do mnie? Nie oglądam "dywiksów zgranych kamerą" i "przedpremierowo" (mam na myśli premierę w cywilizowanych krajach oczywiście).

Oglądając film w kinie, jaką mam gwarancję, że tłumacz dobrze przetłumaczył? Żadną. A może przetłumaczył obiektywnie dobrze, ale prywatnie uważam, że akurat w danej sytuacji można było lepiej?


Direct link Reply with quote
 

lim0nka  Identity Verified
United Kingdom
Local time: 04:11
Member (2004)
English to Polish
adwokat diabła Dec 13, 2005

To ja jeszcze polecę jedną dyskusję na ten temat ze stron Gazety, a tam wypowiedź Petera:

"Czy rozpowszechnianie samej listy dialogowej jest również przestępstwem?
Kaczmarek i Urbański uważają, że stanowisko w tej sprawie powinien zająć sąd."

Ktos powinien panom z Gutek Film powiedziec, ze sąd juz w tej sprawie stanowisko zajął. I to nie byle jaki, bo Najwyzszy:

Wątpliwości co do tego, czy dokonanie tłumaczenia warstwy słownej utworu audiowizualnego jest jego opracowaniem i czy wobec tego wymagana jest zgoda twórcy scenariusza na wykonywanie autorskich praw zależnych do takiego utworu,
pojawiały się na gruncie nie obowiązującej już ustawy z 10 lipca 1952 r. o prawie autorskim (Dz. U. 1952 r. Nr 34 poz. 234 ze zm.), która kwestii tej nie regulowała wyraźnie, a w szczególności nie zawierała odpowiednika art. 71 ustawy obowiązującej obecnie. Jednak i wówczas już przyjmowano, że łączne zezwolenie producenta i twórców filmu na opracowanie utworu potrzebne było tylko wtedy, gdy chodziło o przekształcenie filmu prowadzące do powstania nowego dzieła. Producent zachowywał natomiast wyłączne prawo udzielania
zezwoleń na dokonywanie w filmie takich zmian, które są konieczne do normalnej eksploatacji filmu, a które nie zmieniają w sposób zasadniczy jego istoty. Wskazywano, że producent mógł np. zezwolić na dubbing, na pewną przeróbkę filmu dla celów telewizji, na nieistotne zmiany (np. pewne skróty) podyktowane gustami publiczności itp. Takie uprawnienia producenta wynikały bowiem z przysługującego mu prawa autorskiego do zwykłej eksploatacji filmu (por. uzasadnienie uchwały siedmiu sędziów SN z 19 lutego 1968 r. o mocy zasady
prawnej, III CZP 40/67 OSNCP 1969/4 poz. 59). Dubbing ma na celu umożliwienie przyswojenia utworu publiczności nie znającej języka oryginału, a więc zakłada przetłumaczenie wersji słownej. Obecnie obowiązująca ustawa w art. 71 nie pozostawia już wątpliwości odnośnie do tego, że dokonanie tłumaczenia warstwy słownej utworu audiowizualnego nie stanowi jego opracowania jako całości. Taki pogląd przyjmowany też jest powszechnie w doktrynie.

Wyrok Sądu Najwyższego - Izba Cywilna
z dnia 23 stycznia 2003 r.

II CKN 1399/2000

OSP 2004/3 poz. 36
Biuletyn Sądu Najwyższego 2003/7 str. 11
OSNC 2004/4 poz. 62

Cala akcja wyglada na prymitywna akcje reklamowa nędznego dystrybutora.

Cała dyskusja tutaj:
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17&w=33441810&v=2&s=0


Direct link Reply with quote
 

Gwidon Naskrent  Identity Verified
Poland
Local time: 05:11
English to Polish
+ ...
I jeszcze coś Dec 13, 2005

Przeczytałem przytaczany wyżej artykuł i nie rozumiem jednego - kolega Paweł się zżyma, że napisy w amatorskim tłumaczeniu są strasznie pocięte i nie oddają niuansów. A profesjonalnie zrobione oddają? Autor artykułu sam zauważa, że należy wyrzucić wszystko co niepotrzebne. Wytnie "Harley Street", bo za długo by trzeba było widzowi tłumaczyć, co to za ulica. Tłumok wytnie, bo nie zrozumie, ale efekt w obu przypadkach ten sam.

Żeby było jasne, to nie popieram tłumoków ani nie jestem z nimi związany, tłumaczenia niewłaściwe należy piętnować niezależnie od tego, czy ich autorem jest fachowiec czy samouk. Ale z drugiej strony, także nie należy wylewać dziecka z kąpielą. Gdyby GF zaproponował paru najlepszym samoukom pracę i pokazał, jak należy wykonywać ją poprawnie, pożytek dla wszystkich byłby większy, niż po niepewnych co do wyniku procesach.


Direct link Reply with quote
 

Piotr Sawiec  Identity Verified
Local time: 05:11
English to Polish
+ ...
Tłumoki? Dec 13, 2005

Jedna rzecz nie podoba mi się w tej dyskusji. Łatwo wam widze wykształconym lingwistom używać inwektyw wobec ludzi, którzy w większości bezinteresownie podjęli się trudnego zadania "przetłumaczenia" listy dialogowej, po to, aby umożliwić tym zupełnie nieznającym angielskiego obejrzenie każdego filmu i całkiem niezłe zorientowanie się w jego treści.
Ja osobiście oglądam niekiedy DivX-y i Xvid-y, bez wyrzutów świadom tego, że praktycznie żadnego z tych filmów nie obejrzałbym w kinie ani nie kupił na płycie. Do kina chodzę głównie na filmy, które tracą na małym ekranie, a na płytach kupuję tylko filmy do których mam ochotę wracać. Wielokrotnie wspomagam się napisami, nawet niedoskonałymi, gdyż dialogi są wielokrotnie mało dla mnie zrozumiałe. Wielokrotnie uśmiechnąłem się słysząc "przekład", może nawet skomentowałem, ale raz jeszcze podkreślam, że ludzie ci nie mają wykształcenia pozwalającego na swobodne tłumaczenie tekstów, a jednak to robią, bezinteresownie poświęcając wiele godzin swojego czasu. Kto z was może się tym poszczycić? Ja niestety nie.
Czy takie krytykowanie nie przypomina sytuacji, kiedy native speaker krytykowałby każdą wypowiedź "specjalisty", bo znajdowałby tam błędy? Taka jest właśnie przepaść między tymi, którzy podejmują się wysiłku a nami, jak pomiędzy nami a native'ami.
A zawodowcy nie robią błędów w tłumaczeniach? I to jeszcze za ciężką kasę. I to należy krytykować, ale dajcie spokój tym, których nazywacie "tłumokami". Niech sobie robią swoje i dają radość setkom tysięcy innych. Także i mnie, kiedy bezsilnie próbuję zorientować się w treści filmu z Hongkongu.
A czy jest to przestępstwo czy nie, to inna para kaloszy. Piraty przestałem kupować już dawno. Ale nadal szlag mnie trafia jak np. widzę ten sam film w cenie 19.99 za kasetę VHS i 59.99 za płytę DVD. Pytam w imię czego dystrybutor ustala taką cenę i jak chce wytłumaczyć potem młodym ludziom, że powinni kupować legalne filmy?

Piotrek


Direct link Reply with quote
 

lim0nka  Identity Verified
United Kingdom
Local time: 04:11
Member (2004)
English to Polish
moje trzy grosze Dec 13, 2005

Piotr Sawiec wrote:
Wielokrotnie u¶miechn±łem się słysz±c "przekład", może nawet skomentowałem, ale raz jeszcze podkre¶lam, że ludzie ci nie maj± wykształcenia pozwalaj±cego na swobodne tłumaczenie tekstów, a jednak to robi±, bezinteresownie po¶więcaj±c wiele godzin swojego czasu. Kto z was może się tym poszczycić? Ja niestety nie.


Ja też nie, chociaż... Zdarzyło mi się kiedyś znaleźć na jednej z tych stron swoje tłumaczenie znanego filmu. Podpisane, więc nie było wątpliwości. I wiecie, co? Nie miałam nic przeciwko. Bo to JA mam prawa do tego tłumaczenia. Pieniądze dostałam raz, za przetłumaczenie filmu do kin. O kasetach wideo ani DVD nikt ze mną potem nie rozmawiał. I nie podpisywałam umowy o przekazanie praw do tekstu. Ot, polskie realia.


Direct link Reply with quote
 

PAS  Identity Verified
Local time: 05:11
English to Polish
+ ...
Coś ty! Dec 14, 2005

silvermane wrote:
Czy to było do mnie?


To był komentarz ogólny o grupie korzystającej z usług na tym poziomie. Bardzo przepraszam, jeśli odebrałeś to osobiście!

Ja w ogóle (pomijając wszelkie kwestie piractwa) jestem oldskulowym zwolennikiem mediów w postaci czystej - winyl, CD audio, no i DVD, bo już nie da się inaczej, ale ja nawet nie mam odtwarzacza DVD pod telewizorem!

Chodziło mi o to, że "coponiektórym" wystarczy cokolwiek i już są zadowoleni.

Paweł

cd.

1. Oczywiście, że profesjonaliści też robią błędy. W każdym filmie znajduję 1-2 - co i tak nie jest źle. Jakość tłumaczeń na filmach jest o wiele lepsza niż kiedyś.
Coraz częściej słyszę na filmie przekład, a nie zwykłe tłumaczenie.

2. Chciałem właśnie zapytać jak to jest, jeśli zechcę sobie przetłumaczyć jakąś książkę, a potem udostępnić ją innym, ale przytoczony tekst Lim0nki przyprawia mnie o lekki zawrót.

Wydaje mi się, że kluczem jest osiąganie z tej pracy korzyści majątkowych. Jeśli robię coś za darmo i nie sprzedaję produktu, to pewnie nikt się nie powinien czepiać.

3. O krytykowaniu i wykształceniu - chodzi jedynie o to, żeby do swojej pracy mieć odpowiedni dystans. Za dużo widzę w dzisiejszych czasach podejścia "jestem świetny, a nawet jak jestem beznadziejny to też jestem świetny".
I widać gnioty w różnych dziedzinach, a ich twórca jest przeświadczony o perfekcji wykonania.

4. Ceny produktów to osobny temat. Winni są w dużej mierze "majorsi".
Powiem tylko, że można znaleźć to, co się chce po niższych cenach, ale trzeba się nachodzić, nagrzebać, naszperać - strasznie czasochłonne zajęcie.

P.

[Edited at 2005-12-14 08:04]


Direct link Reply with quote
 

Gwidon Naskrent  Identity Verified
Poland
Local time: 05:11
English to Polish
+ ...
Niestety... Dec 14, 2005


2. Chciałem właśnie zapytać jak to jest, jeśli zechcę sobie przetłumaczyć jakąś książkę, a potem udostępnić ją innym, ale przytoczony tekst Lim0nki przyprawia mnie o lekki zawrót.

Wydaje mi się, że kluczem jest osiąganie z tej pracy korzyści majątkowych. Jeśli robię coś za darmo i nie sprzedaję produktu, to pewnie nikt się nie powinien czepiać.


(wszystko co poniżej pisane jest z pozycji IANAPL)

Niestety jest to pogląd tyleż błędny, co rozpowszechniony (pojawił się również w przytaczanej dyskusji na forum Gazety). Otóż art. 79 ust. 1 ustawy uprawnia poszkodowanego naruszeniem autorskich praw majątkowych m.in. do żądania wydania uzyskanych korzyści albo (_w przypadku gdy korzyści nie osiągnięto_) do zapłacenia wynagrodzenia za korzystanie z utworu w potrójnej wysokości (lub podwójnej, gdy naruszenie nie jest zawinione). Niezależnie od tego może on również żądać naprawienia wyrządzonej szkody (to że sprawca nie odniósł korzyści nie oznacza, że dotknięty naruszeniem nie doznał szkody).

Można również takie czyny ścigać jako przestępstwa z oskarżenia prywatnego - wtedy kwestia osiągania korzyści ma wpływ jedynie na kwalifikację prawną czynu, a oskarżyciel nie musi udowadniać, że poniósł szkodę, a jedynie dowieść winy oskarżonego.

Bez zezwolenia można tłumaczyć m.in. dzieła znajdujące się w public domain, ponieważ autorskie prawa majątkowe do nich wygasły, a także takie które w public domain znajdują się dzięki przepisom ustawy (np. akty normatywne i publikacje rządowe).


Direct link Reply with quote
 


To report site rules violations or get help, contact a site moderator:

Moderator(s) of this forum
Monika Jakacka Márquez[Call to this topic]

You can also contact site staff by submitting a support request »

Artykuł: "Dystrybutorzy walczą z polskimi napisami w sieci"

Advanced search






TM-Town
Manage your TMs and Terms ... and boost your translation business

Are you ready for something fresh in the industry? TM-Town is a unique new site for you -- the freelance translator -- to store, manage and share translation memories (TMs) and glossaries...and potentially meet new clients on the basis of your prior work.

More info »
BaccS – Business Accounting Software
Modern desktop project management for freelance translators

BaccS makes it easy for translators to manage their projects, schedule tasks, create invoices, and view highly customizable reports. User-friendly, ProZ.com integration, community-driven development – a few reasons BaccS is trusted by translators!

More info »



Forums
  • All of ProZ.com
  • Term search
  • Jobs
  • Forums
  • Multiple search