This site uses cookies.
Some of these cookies are essential to the operation of the site,
while others help to improve your experience by providing insights into how the site is being used.
For more information, please see the ProZ.com privacy policy.
VIA AILooking for an interpreter?
Remoto by ProZ.com connects you with an identity-verified interpreter by video or phone in about 60 seconds — 300+ languages, on demand or booked ahead.
Try Remoto »
Języki robocze:
polski > niemiecki angielski > niemiecki
Client-vendor relationship recorded successfully!
UKiermeier has been added to your list of hired vendors.
This person has a SecurePRO™ card. Because this person is not a ProZ.com Plus subscriber, to view his or her SecurePRO™ card you must be a ProZ.com Business member or Plus subscriber.
Afiliacje
This person is not affiliated with any business or Blue Board record at ProZ.com.
Znajomość dziedzin
Specjalizacja:
Sztuka, rękodzieło, malarstwo
Edukacja/pedagogika
Żywność i napoje
Dziennikarstwo
Religia
Poezja i literatura
Kino, film, TV, teatr
Językoznawstwo
Medycyna (ogólne)
Nauki społeczne, socjologia, etyka itp.
Portfolio
Przykładowe tłumaczenia: 2
polski > niemiecki: Das Palais Herbst General field: Literatura/sztuka Detailed field: Sztuka, rękodzieło, malarstwo
Tekst źródłowy - polski Pałac Herbsta to miejsce niezwykłe. Jego historia nierozerwalnie związana jest nie tylko z losami rodziny Herbstów i Scheiblerów, lecz także z dziejami Księżego Młyna, czyli dawnej osady przemysłowej. Położone nad rzeką Jasień tereny były obszarem, na którym powstało potężne przedsiębiorstwo włókiennicze Scheiblerów. Miało ono fundamentalne znaczenie dla rozwoju przemysłu włókienniczego w Łodzi.
Dynamiczny rozwój przemysłu włókienniczego spowodował przekształcenie w ciągu zaledwie kilkudziesięciu lat niewielkiej osady Łódki w jedno z najbardziej znaczących miast przemysłowych w Europie. Dominacja przemysłu włókienniczego i jego pełen energii rozkwit znalazły odzwierciedlenie w architekturze miasta. Fabryki o formach nawiązujących do średniowiecznych kaszteli widoczne były na każdym kroku, górując nad zabudową mieszkalną. Można je było spotkać zarówno przy głównej ulicy miasta, między czynszowymi kamienicami i pałacami fabrykantów, jak i poza granicami dziewiętnastowiecznej Łodzi, gdzie wyrastały wokół nich nowe osady. Prężny rozwój miasta powodował, że w krótkim czasie rodziły się tu fortuny. Siła finansowa zaś była wyznacznikiem pozycji społecznej. Niezbędną oprawą dla zdobytej pozycji, manifestacją bogactwa i znaczenia, była rezydencja odpowiadająca finansowej potędze właściciela.
W połowie XIX wieku rozpoczyna się niezwykła historia jednej z najbardziej znaczących fortun w Łodzi. Wtedy to przybył do miasta Karol Wilhelm Scheibler (1820–1881), obywatel belgijski, który wydzierżawił od miasta tereny przy Wodnym Rynku. W 1869 roku był już właścicielem nowoczesnego, wielowydziałowego przedsiębiorstwa. W 1870 roku kupił graniczące z Wodnym Rynkiem posiadła wodno-fabryczne Księży Młyn i Młyn Wójtowski. Wkrótce przystąpił do wznoszenia na terenie Księżego Młyna czterokondygnacyjnego murowanego budynku przędzalni, a następnie tkalni. Przypuszczalnie w tym samym czasie zaczęło powstawać osiedle dla pracowników. Najpierw zbudowano domu usytuowane wzdłuż głównej alei, wytyczonej prostopadle do zabudowań fabrycznych, obsadzonej czterema rzędami drzew. Były to budynki jednopiętrowe, murowane z cegły, nietynkowane. W podwórzach znajdowały się zabudowania gospodarcze, studnie oraz ogródki. Osiedle było ogrodzone i zamykane na noc. Standard mieszkań był jak na ówczesne czasy wysoki. Ponadto posiadały one tę zaletę, że znajdowały się w pobliżu fabryki. Obok domów mieszkalnych powstało na Księżym Młynie całe niezbędne zaplecze socjalne: sklep, szkoła elementarna, szpital, apteka. W pobliżu znajdowała się straż pożarna, co w tamtych czasach miało pierwszorzędne znaczenie. Księży Młyn stanowił samodzielny, samowystarczalny organizm, zaspokajał wszystkie potrzeby mieszkańców. „Niektórzy całe życie tu przeżyli i nie byli w Łodzi” – wspominają dawni mieszkańcy Księżego Młyna.
Integralny element zespołu fabryczno-mieszkalnego stanowiła rezydencja Herbstów. Otoczona ogrodem willa, zlokalizowana w sąsiedztwie zabudowań fabrycznych i osiedla mieszkaniowego, wyróżnia się wśród sąsiadujących z nią budynków i stanowi charakterystyczną enklawę. Budowę willi rozpoczęto prawdopodobnie około roku 1875, w związku ze ślubem Matyldy Scheibler z Edwardem Herbstem, dla których dom był przeznaczony, i zakończono do roku 1877. Materiały ikonograficzne z lat 80. XIX wieku przedstawiają już cały kompleks budynków. Dom Matyldy i Edwarda Herbstów został zaprojektowany jako jednopiętrowa neorenesansowa willa. Jest to budowla pełna umiaru, zwracająca uwagę pięknem proporcji i elegancją. Można dostrzec oszczędność w operowaniu detalem i motywami dekoracyjnymi. Jedynie na osi elewacji zachodniej (od strony ulicy Przędzalnianej) w niszy znajduje się rzeźba wyobrażająca prządkę. Obok głównego budynku wzniesiono dużą salę. Pierwotnie jej wystrój architektoniczny nawiązywał również do włoskiego renesansu. Uległ on zmianie w momencie przebudowy dużej sali. Jej fasada otrzymała wówczas kostium klasycyzujący. Z dużej sali można było przejść przez przeszklony łącznik do oranżerii. Łącznik służył między innymi do przechowywania drzewek pomarańczowych, które latem zdobiły ogród.
Tłumaczenie pisemne - niemiecki Das Palais Herbst ist ein außergewöhnlicher Ort. Seine Geschichte ist nicht nur untrennbar mit dem Schicksal der Familien Herbst und Scheibler verbunden, sondern auch mit der Geschichte von Księży Młyn (dt. Pfaffendorf), einer alten Industriesiedlung. Am Fluss Jasień liegt das Terrain, auf dem die imposanten Textilwerke von Karl Scheibler entstanden. Sie prägten die Entwicklung der Łódźer Tuchindustrie entscheidend.
Die dynamische Entwicklung der Textilindustrie machte aus dem kleinen Dorf Łódka binnen weniger Jahrzehnte eine der wichtigsten Industriestädte Europas. Die prägende Rolle der Textilwerke und ihre eindrucksvolle Blütezeit spiegeln sich in der Architektur der Stadt wider. Die Fabriken, deren Formen an mittelalterliche Burgen erinnerten, waren auf Schritt und Tritt sichtbar und thronten über der Wohnbebauung der Stadt. Begegnen konnte man ihnen sowohl auf der Hauptstraße der Stadt zwischen den Mietshäusern der Gründerzeit und den Fabrikantenpalais als auch außerhalb der Grenzen der Stadt Łódź im 19. Jahrhundert, um die sich unablässig neue Siedlungen scharten. Der wirtschaftliche Aufschwung der Stadt ließ binnen kurzer Zeit große Vermögen entstehen. Die Finanzkraft wurde ihrerseits zum entscheidenden Faktor der gesellschaftlichen Position. Ein unverzichtbarer Ausdruck des Erreichten, Demonstration von Macht und Reichtum war eine „Residenz“, die dem Vermögen ihres Besitzers entsprach.
Mitte des 19. Jahrhunderts begann die ungewöhnliche Geschichte eines der bedeutendsten Vermögen in Łódź. Damals kam Carl Wilhelm Scheibler (1820–1881) als belgischer Bürger in die Stadt, von der er große Flächen am Wasserring in Erbpacht übernahm. 1869 war er bereits Inhaber eines modernen Mehrbranchenunternehmens. 1870 kaufte er am Wasserring zusätzliche Fabrikflächen in Księży Młyn und Młyn Wójtowski (Vogtsmühle). Bald darauf begann er mit der Errichtung des vierstöckigen Backsteingebäudes der Garnkämmerei und später -weberei. Vermutlich zur gleichen Zeit entstand Zug um Zug die Arbeiterwohnsiedlung. Zuerst wurden die Häuser entlang der Hauptallee erbaut, die in gerader Linie auf die Fabrikgebäude zuführte und von vier Baumreihen gesäumt war. Dabei handelte es sich um zweistöckige, unverputzte Backsteingebäude. In den Höfen befanden sich Wirtschaftsgebäude, Brunnen und Kleingärten. Die Siedlung war umzäunt und wurde nachts verriegelt. Der Wohnstandard war für die damalige Zeit hoch. Darüber hinaus besaß die Siedlung den Vorzug, sich in unmittelbarer Nähe zur Fabrik zu befinden. Neben den Wohnhäusern entstand in Księży Młyn eine vollständige soziale Infrastruktur: ein Laden, eine Elementarschule, ein Krankenhaus und eine Apotheke. Unweit hielt sich eine Pferdefeuerwehr bereit, was in der damaligen Zeit von besonders großer Bedeutung war. Księży Młyn war ein eigenständiger, autarker Organismus, der Bedürfnisse seiner Bewohner stillte. „Manche haben hier ihr ganzes Leben verbracht und waren nie in Łódź”, erinnern sich einstige Bewohner.
Integrales Element des Wohn-Fabrik-Ensembles war die Residenz der Familie Herbst. Die von einem Garten umschlossene Villa, die sich in unmittelbarer Nachbarschaft der Fabrikgebäude und der Wohnsiedlung befand, fiel unter den angrenzenden Gebäuden sofort ins Auge und stellte eine eindrucksvolle Enklave dar. Mit dem Bau begonnen wurde wahrscheinlich um das Jahr 1875, im Zuge der Eheschließung von Mathilde Scheibler und Edward Herbst, für die das Haus bestimmt war. Abgeschlossen wurde der Bau bis 1877. Bildmaterial aus den 1880ern zeigt bereits den gesamten Gebäudekomplex. Entworfen wurde das Haus der Eheleute Mathilde und Edward Herbst als einstöckige Neorenaissancevilla. Es ist ein Bauwerk voll Ausgewogenheit, das durch die Schönheit seiner Proportionen und seine Eleganz besticht. Auffällig ist der sparsame Einsatz von Details und Schmuckelementen. Lediglich an der Achse der Westfassade steht (von der Przędzalniana-Straße aus gesehen) in einer Nische eine Skulptur, die eine Spinnerin darstellt.
Neben dem Hauptgebäude entstand ein großer Saal. Ursprünglich war er architektonisch ebenfalls dem Stil der italienischen Renaissance nachempfunden. Bei einem Umbau wurde der Stil jedoch verändert. Die Fassade erhielt jetzt ein klassizistisches Gesicht. Vom großen Saal aus konnte man durch einen Glasgang die Orangerie betreten. Der Glasgang diente unter anderem der Überwinterung der Orangenbäume, die im Sommer den Garten zierten.
polski > niemiecki: Die Begegnung mit Abel General field: Literatura/sztuka Detailed field: Filozofia
Tekst źródłowy - polski Opowieść biblijna o Kainie i Ablu kryje wiele tajemnic. O niektórych pisałem już w „Znaku”. Teraz wracam do nich, bo wątek ten znalazł kontynuację. W Warszawie, w rozbudowanym (nareszcie) gmachu Zachęty, ma miejsce wystawa pomyślana i zorganizowana przez Andę Rottenberg pod znaczącym tytułem Gdzie jest brat twój, Abel?. Inicjatorem wystawy był Andrzej Szczypiorski, który postawił pytanie: dlaczego totalizm masowo zabijał, dlaczego ci, którzy o tym wiedzieli, jeśli nawet tego zabijania nie pochwalali, jeśli nawet spać im ono po nocach nie dawało — milczeli? Bo człowiek jest zagadką — odpowiada Szczypiorski. A z tego powodu również i totalizm jest zagadką. A jest zagadką, bo jest nicością. Nicości zaś opisać (objaśnić) nie sposób. Można ją natomiast ukazać (ujawnić). Przez, mianowicie, nieistnienie własne. W ustrojach totalitarnych sztuka właściwie nie istniała. Nie istniała sztuka, nie istniał Bóg, wszystko było dozwolone. Szczypiorski dokonuje przy tym inwersji słynnego sofizmatu Dostojewskiego: Jeśli wszystko wolno, Boga nie ma. Nicość przyzwala na wszystko, przyzwolenie na wszystko równe jest nicości. Dać wyraz lękowi przed nicością, poszukiwaniu Boga, oprotestować totalitaryzm — oto zadanie sztuki na dzisiaj.
Tu jednak dwie uwagi.
Uwaga pierwsza: Inwersja Szczypiorskiego jest logicznie wadliwa. Inwersja prawidłowa brzmi: Jeśli nie wszystko jest dozwolone, Bóg istnieje. A że nie wszystko jest dozwolone, mówi nam — powołuje się na nie i Szczypiorski — nasze sumienie, „prawo moralne we mnie”. Że zaś tak jest — no cóż? — możemy nie do końca wiedzieć, co wolno, a czego nie wolno, ale że jakaś granica tu istnieje, o tym tak czy inaczej jesteśmy przeświadczeni. I wtedy łatwo nam już powiedzieć „Gott mit uns”, zapinając żołnierskie pasy przed kolejną masową egzekucją. A tak było nie tylko w naszym osławionym wieku XX. Przypomnę, żeby nie cofać się jeszcze głębiej w przeszłość, wyprawy krzyżowe, krucjatę przeciw albigensom, noc świętego Bartłomieja, Tatarów Kmicica w Prusiech, o których śpiewał Jacek Kaczmarski. Saragossę, San Domingo. Z tego naprawdę nic nie wynika. Uwaga druga: Czy totalizm był czymś szczególnie się wyróżniającym? Był. Tylko że totalizm nie był — trudno i niestety — nicością. Nie był niczym szatańskim (jeśli zło, szatana, uznać zgodnie z przyjmowaną dość powszechnie tradycją za brak, brak dobra), był czymś bardzo ludzkim. Skąd się wziął? To jest pytanie. Gotową na nie odpowiedź mają specjaliści od historii idei. Odpowiedź po części słuszną. Ideologie, ideologie utopijne zwłaszcza, obiecujące takie albo inne Trzecie Królestwo, nie są tu bez winy. Ale ideologia to jeszcze nie wszystko. Musi znaleźć się siła wprowadzająca ją, na siłę właśnie, w życie. Z uporem wracam tu do pisanego w roku 1935 artykułu Stefana Czarnowskiego Ludzie zbędni w służbie przemocy. Czyta się go bowiem, jakby pisany był dzisiaj.
„Są to sprawy zbyt znane, aby warto było rozwodzić się nad nimi. Powstaje na naszych oczach armia wykolejeńców pochodzenia chłopskiego, robotniczego, inteligenckiego; olbrzymi, coraz liczniejszy margines, w coraz wyższej mierze składający się z ludzi młodych, pełnych młodzieńczego temperamentu, a skłonnych do wytwarzania w sobie «kompleksu mniejszej wartości» i łaknących zaznaczenia się w przeciwstawieniu się do tych, którzy mają pracę, którzy zarabiają, którzy cieszą się szacunkiem ogółu”.
Dalej wraca już jakby tamta epoka, lata trzydzieste. Ale chyba nie do końca.
Czytamy: „Ludzie ci są dla faszyzmu potrzebni. Z nich bowiem rekrutuje on swoje bojówki, swoje czarne, brunatne czy też innego koloru koszule. Nie z kogo innego, jak z nieukończonych studentów, z beznadziejnych kandydatów do posad państwowych, i zwłaszcza ze zdemobilizowanych po wojnie rezerwistów, którzy po kilku latach spędzonych w okopach, odzwyczaiwszy się od pracy, a wdrożywszy się w dyscyplinę, zastali miejsca przy warsztatach zajęte — zorganizował faszyzm włoski te bojówki, które biły i rozpędzały robotników zajmujących fabryki. Znanym jest także faktem, że hitleryzm przed przewrotem 1933 r. organizował przede wszystkim młodzież niezatrudnioną i nie mającą nadziei znalezienia jakiegokolwiek zatrudnienia”.
Dziś to brzmi nieco jednostronnie. Cóż, Czarnowski zaliczony byłby dzisiaj do tak zwanej lewicy laickiej. Która też walczyła o to, żeby robotnicy ze Stoczni czy z Ursusa mieli coś w końcu o swoich fabrykach do powiedzenia; tyle że z poszerzoną co nieco świadomością. To nie tylko przecież faszyzm, nie tylko narodowy socjalizm zaciągały na swą służbę ludzi zbędnych, ludzi marginesu, wytrąconych przez wojnę, przez bezrobocie z bardziej ludzkiego trybu funkcjonowania. Przecież i bolszewicki komunizm rekrutował najpierw zawodowych rewolucjonistów, a potem zrewoltowane masy żołnierskie i chłopskie. Później zaś? To się łatwo zapomina, ale pewną zasłyszaną w kolejowym korytarzu lat temu z dziesięć rozmowę warto tutaj przypomnieć; dwóch młodych ludzi, jeden zwyczajnie, w dżinsach i niechlujnej kufajce, drugi — łaciata mundurowa bluza, czapka z wgniecionymi rogami, buty:
— Masz na wszystko. Palenie, wszystko. Idziesz ulicą, nikt ci nie podskoczy. Na szkoleniu też leci. Samo pałowanie. Ludzie zbędni, ludzie marginesu — powiada Czarnowski — byli zawsze. Wolny theta w starożytnej Grecji, znęcony działką rolną zaciężny żołnierz Mariusza, średniowieczny homo vagus, clericus acephalus, „kadet” ze zubożałego rycerskiego rodu wyruszający na krucjatę albo do zakonu krzyżowego, renesansowy kondotier, muszkieter, nasza szlachecka gołota, romantyczny osiemnastowieczny bandyta, kto tam jeszcze? Zawodowy rewolucjonista, ano właśnie. Fan Legii demolujący prom w czasie powrotu po wygranym meczu ze Szwecji, on także.
Tłumaczenie pisemne - niemiecki Die biblische Erzählung von Kain und Abel birgt viele Geheimnisse. Über manche von ihnen habe ich schon in „Znak” geschrieben. Jetzt komme ich auf sie zurück, denn die Geschichte fand eine Fortsetzung. In Warschau, im (endlich) ausgebauten Gebäude der Nationalen Kunstgalerie Zachęta, wird eine von Anda Rottenberg angeregte und kuratierte Ausstellung unter dem bedeutungsschweren Titel Wo ist dein Bruder Abel? gezeigt. Initiator der Ausstellung war Andrzej Szczypiorski, der die Frage stellte: Warum beging der Totalismus Massenmorde, und warum schwiegen diejenigen, die davon wussten, auch wenn sie das Morden nicht guthießen, auch wenn es sie nachts kein Auge zutun ließ? Weil der Mensch ein Rätsel ist, antwortet Szczypiorski. Und aus diesem Grund sei auch der Totalismus ein Rätsel. Ein Rätsel sei er, weil er ein Nichts sei. Ein Nichts lasse sich nicht beschreiben (erläutern). Es lasse sich jedoch aufzeigen (offenlegen). Gerade im eigenen Nicht-Sein. In totalitären Systemen gebe es eigentlich keine Kunst. Es gebe keine Kunst, es gebe keinen Gott, alles sei erlaubt. Szczypiorski kehrt hier Dostojewskis berühmten Sophismus um in: „Wenn alles erlaubt ist, gibt es keinen Gott“. Das Nichts stelle alles frei, die Freigabe alles Beliebigen entspreche dem Nichts. Der Angst vor dem Nichts Ausdruck zu verleihen, der Gottessuche, gegen den Totalitarismus aufzubegehren, das seien heute die Aufgaben der Kunst.
Hierzu jedoch zwei Anmerkungen.
Die erste Anmerkung: Szczypiorskis Umkehrung ist logisch falsch. Die richtige Umkehrung lautet: Wenn nicht alles erlaubt ist, gibt es Gott. Und dass nicht alles erlaubt ist, sagt uns – darauf beruft sich auch Szczypiorski — unser Gewissen, das „moralische Gesetz in mir”. Da es sich nun mal so verhält, können wir nicht mit letzter Sicherheit wissen, was uns frei steht und was nicht, doch davon, dass hier eine Grenze besteht, sind wir in dieser oder anderer Form überzeugt. Dann fällt es uns leicht, „Gott mit uns” zu sagen und die Soldatengürtel vor der nächsten Massenexekution zuzuschnallen. So war es nicht nur in unserem zu trauriger Berühmtheit gelangten 20. Jahrhundert. Um nicht noch weiter zurückzugehen, nenne ich nur die Kreuzzüge ins Heilige Land, den Albigenserkreuzzug, die Bartholomäusnacht, Kmicic’ Tataren unter den Preußen, die Jacek Kaczmarski besang. Saragossa, Santo Domingo. Das will wirklich nichts besagen.
Die zweite Anmerkung: War der Totalismus etwas Einzigartiges? Das war er. Nur war der Totalismus bedauerlicherweise kein Nichts. Er war nichts Satanisches (wenn wir das Böse, den Satan, nach allgemeingültiger Tradition als Fehlen verstehen wollen, als das Fehlen des Guten), er war etwas sehr Menschliches. Woher stammte er? Das ist die Frage. Eine fertige Antwort darauf haben die Spezialisten für Ideengeschichte. Eine in Teilen zutreffende Antwort. Ideologien, gerade utopische Ideologien, die ein so oder anders geartetes Drittes Königreich verheißen, trifft hieran eine Mitschuld. Doch Ideologie ist nicht alles. Es muss sich eine Kraft finden, die sie mit aller Gewalt in die Tat umsetzt. Wieder und wieder berufe ich mich auf Stefan Czarnowskis Artikel Entbehrliche Menschen im Dienste der Gewalt aus dem Jahre 1935. Denn er liest sich, als wäre er heute geschrieben.
„Der Sachverhalt ist nur allzu bekannt, um sich hier länger darüber auszulassen. Vor unseren Augen entsteht eine Armee Entwurzelter aus den Schichten der Bauern, der Arbeiter und der Intelligenz; ein riesiger, immer breiterer Gesellschaftsrand, der in immer höherem Maße aus jungen Menschen besteht – voll jugendlichem Temperament, der Neigung, einen Minderwertigkeitskomplex auszubilden, und dem Verlangen, sich im Widerstand gegen die auszuzeichnen, die Arbeit haben, die Geld verdienen, die sich allgemeiner Hochachtung erfreuen.”
Jene Epoche, die Dreißiger Jahre, scheint wiederzukehren. Aber doch wohl nicht ganz.
Wir lesen: „Der Faschismus braucht diese Menschen. Denn aus ihnen rekrutiert er seine Schlägertrupps, seine Schwarz-, Braun- oder andersfarbigen Hemden. Aus niemand anderem als Studienabbrechern, gescheiterten Beamtenanwärtern und besonders aus den nach dem Krieg demobilisierten Reservisten, die nach mehreren Jahren in den Schützengräben nicht mehr an Arbeit gewöhnt, dafür aber auf Disziplin gedrillt waren und die die Plätze in den Werkstätten belegt vorfanden, schuf der italienische Faschismus die Stoßtrupps, die auf Arbeiter, die ihre Fabriken besetzten, einschlugen und sie auseinandertrieben. Bekannt ist auch die Tatsache, dass der deutsche Faschismus vor dem Staatsstreich 1933 vor allem die arbeitslose Jugend zusammenschloss, die sich keinerlei Hoffnung mehr auf irgendeine Berufstätigkeit machen konnte.”
Heute klingt das etwas einseitig. Nun, Czarnowski würde heute zur sogenannten laikalen Linken gerechnet. Die auch darum kämpfte, dass die Werft- oder Ursus-Arbeiter endlich bei ihren Fabriken mitreden konnten, nur mit einem etwas breiteren Bewusstsein. Schließlich waren es der italienische Faschismus wie auch der Nationalsozialismus, die die entbehrlichen Menschen, die Menschen vom Gesellschaftsrand, die Krieg und Arbeitslosigkeit aus einem menschenwürdigeren Dasein gedrängt hatten, in ihren Dienst stellten. Schließlich rekrutierte auch der bolschewistische Kommunismus erst die Berufsrevolutionäre, dann die revoltierenden Soldaten- und Bauernmassen. Aber später? Es gerät nur allzu leicht aus dem Blick, aber ich möchte an ein vor zehn Jahren auf einem Zugkorridor mitgehörtes Gespräch verweisen; zwei junge Menschen, einer normal in Jeans und einer abgewetzten Fufaika gekleidet, der andere im gescheckten Armeehemd, einer Mütze mit eingestülpten Ecken, Stiefeln: „Du kannst dir alles leisten. Rauchen, alles. Du gehst die Straße entlang, keiner kommt dir falsch. In der Ausbildung läuft es auch gut. Nur Knüppeln.” Entbehrliche Menschen, Menschen vom Gesellschaftsrand, sagt Czarnowski, gab es immer. Den freien Theta im antiken Griechenland, den auf Ackerland hoffenden Söldner eines Marius, den mittelalterlichen homo vagus, den clericus acephalus, den Kadetten aus einem verarmten Rittergeschlecht, der in den Kreuzzug zog oder sich einem Kreuzritterorden anschloss, den Condottiere der Renaissance, den Musketier, unseren Elendsadel, den romantischen Räuber des 18. Jahrhunderts, wen noch? Den Berufsrevolutionär, klar. Den Legia-Fan, der auf der Heimreise aus Schweden nach einem gewonnenen Spiel die Fähre demoliert, ihn auch.
More
Less
Wykształcenie
Master's degree - Johannes Gutenberg-Universität Mainz
Doświadczenie
Lata doświadczenia jako tłumacz: 27. Zarejestrowany od: Sep 2015.